Pięć twarzy Tuska podczas "drugiego exposé"

Po miesiącach politycznego dryfu, po druzgocących dla PO sondażach, dziś, za pomocą "drugiego exposé", Donald Tusk miał przejąć inicjatywę. Czy mu się udało? Wystąpienie nie było spektakularne, ale - jak każde tak duże przemówienie - miało określone cele. I ze względu na kryzys Platformy na wielu frontach było tych celów całkiem sporo - pisze o "drugim exposé" premiera Michał Kolanko z 300polityka.pl
Donald Tusk od czasu podwójnie przegranej kampanii w 2005 r., pokazał nie tylko zdolność do podnoszenia się z porażek, ale także umiejętność precyzyjnego wyczucia nastrojów społecznych i dostosowanie się do nich. Nie inaczej było dziś. Oto pięć dzisiejszych twarzy Donalda Tuska.

Tusk jak Obama

Esencją "drugiego exposé" był szeroko zakrojony plan inwestycji publicznych w bardzo różnorodnych dziedzinach - od zbrojeniówki po infrastrukturę. Ten plan przypomina nieco "pakiet stymulacyjny" dla gospodarki zaprezentowany przez administrację prezydenta Obamy w 2009 r. Co ciekawe, gdy przez świat przetaczała się pierwsza fala kryzysu, premier Tusk zapowiedział, że "nie będzie jak Obama" i nie rozluźni dyscypliny fiskalnej, nie będzie ratował Polski przed kryzysem zwiększonymi wydatkami. Teraz dokonał zwrotu o 180 stopni.

Obamę "pakiet stymulacyjny" prześladuje do dziś. Republikanie przypominają go cały czas jako orgię wydatków państwa - z założenie nieefektywnych, pogarszających tylko sytuację fiskalną USA. Obama nie był w stanie przekonać Amerykanów, że pakiet - jak twierdzą ekonomiści - był efektywnym narzędziem walki z recesją. Tusk może znaleźć się w podobnej sytuacji. Na szczęście dla niego PiS jest mało wiarygodny w sferze fiskalnej, bo sam proponuje opartą na empatii strategię pomocy najsłabszym w sferze gospodarczej. Jednak niektórzy politycy tej partii, jak Przemysław Wipler, reprezentujący jej wolnościowo-rynkowe skrzydło, mogą być skuteczni w zwalczaniu nowej strategii Tuska. Ta strategia - odejście od polityki zaciskania pasa w walce z kryzysem - została odnotowana m.in. przez zachodnie media, jak np. "Financial Times".

Tusk pozytywista

Polityczne credo Donalda Tuska zawsze przeciwstawiało postęp metodą drobnych kroków gwałtownym zmianom. "Ścibolenie", mała stabilizacja, czyli taktyka mało efektownych rozwiązań, które miały przynieść polepszenie sytuacji Polaków, zawsze zderzane było przez Tuska z dążeniem do "mesjanistycznych rewolucji" w wykonaniu PiS. Nie inaczej było dziś. Tusk powiedział, że jego wizja "składa się naprawdę z małych codziennych marzeń".

Tusk obrońca zwykłych ludzi

To interesy zwykłych ludzi były - przynajmniej retorycznie - na pierwszym miejscu w przemówieniu Tuska. Jego najczęściej komentowany fragment, o rozszerzeniu urlopu macierzyńskiego, to klasyczna propozycja z gatunku "kitchen table issues" - dotykająca spraw bliskich setkom tysięcy ludzi, o których rozmawia się rano czy wieczorem przy kuchennym stole. Znamienny był także fragment, w którym premier łączy swoją pozytywistyczną wizję polityki z interesami przeciętnych obywateli. "Bo ani robotnik, ani sprzedawca, ani student, ani kucharka, ani nauczyciel, ani ja nie marzymy ani o wielkich zwycięskich wojnach, które w naszej historii częściej kojarzyły się i kończyły się porażkami".

Tusk w ten sposób podkreśla, do kogo adresowane jest to przemówienie - do ludzi, których kryzys dotyka najbardziej. Jednocześnie to "miliony normalnych ludzi wzięło się kilka lat temu do ciężkiej roboty" - jak powiedział premier, podkreślając, że to dzięki nim miał miejsce sukces Polski na arenie międzynarodowej. Pokazuje w ten sposób, że to właśnie w ich interesie zamierza działać.

Tusk ponad ideologią

Najważniejszą porażką Platformy w tym tygodniu, a może nawet w ciągu całego roku, było głosowanie w sprawie projektu zaostrzenia ustawy aborcyjnej autorstwa Solidarnej Polski. Fakt, że to głosami PO ustawa ta trafiła do dalszych prac, jest dla Platformy śmiertelnym zagrożeniem. Uderza w liberalny, dobrze wykształcony elektorat z dużych miast - rdzeń poparcia dla PO. Doskonale zrozumiał to premier. I dlatego w jego wystąpieniu znalazł się wątek aborcyjny - odrzucenie skrajności, ale także odrzucenie propozycji niektórych jego kolegów z Platformy. To właśnie "upiory aborcyjne" stanowią dla PO największe zagrożenie - i dlatego premier musiał publicznie skrytykować swoich własnych kolegów z partii.

Tusk ratujący Platformę

Mimo wzniosłych deklaracji przemówienie Tuska miało jasny cel polityczny: odbudowa zaufania do Platformy po trudnych dla partii miesiącach. Zagrożeniem dla partii Tuska jest argument o niekompetencji, podnoszony przez opozycję w różnorakich kontekstach: Amber Gold, Smoleńska, infrastruktury, kryzysu gospodarczego. To dlatego premier mówił, że będzie starał się odbudować zaufanie do Platformy. To może odbyć się tylko poprzez serię skutecznych posunięć w sferze gospodarczej. Stąd taka, a nie inna konstrukcja przemówienia. "Będziemy każdego dnia mocniej niż do tej pory starać się odzyskiwać waszą sympatię, wasze zaufanie, waszą wiarę, wasze przekonanie, że Polska, tak jak do tej pory, może iść bezpiecznie" - powiedział na koniec Tusk. W warstwie czysto taktycznej zapowiedziana seria konferencji prasowych ma pokazać, że rząd ma plany na przyszłość. A w przeciwieństwie do PiS, ma też narzędzia i możliwości, by to zrobić. Konferencje mają posłużyć jako antidotum na debaty PiS i mają pomóc PO odzyskać inicjatywę.



DOSTĘP PREMIUM