Mucha coraz bardziej irytuje premiera. "Wyleci po zmianach w PZPN"

Donald Tusk nie przyjął dymisji minister sportu. Za blamaż na Stadionie Narodowym wini szefa NCS Roberta Wojtasia. Joanna Mucha nie ma jednak wielu powodów do zadowolenia. Zdaniem niektórych członków PO premier może wkrótce potrzebować "bardziej merytorycznego" ministra i Mucha i tak odejdzie - informuje "Gazeta Wyborcza".
Zdaniem premiera minister sportu nie odpowiada bezpośrednio za odwołanie meczu na Stadionie Narodowym. Winę ponosi przede wszystkim Robert Wojtaś. - Oczekiwałbym od szefa NCS, że przez tydzień przed takim meczem będzie siedział na stadionie i osobiście pilnował wszystkich szczegółów - powiedział Donald Tusk.

Nie oznacza to jednak, że Joanna Mucha może spać spokojnie. "W PO krążą spekulacje, że premier mógłby wymienić ministra sportu, ale dopiero po zmianach w PZPN" - czytamy w "Gazecie". Do uzdrowienia polskiej piłki potrzebny będzie minister, który byłby partnerem dla związku. Mucha się do tego nie nada, ponieważ, jak mówią jej partyjni koledzy, obecna minister sportu to "niegłupia babka, ale w sporcie merytoryczne zero".

Wpadki Muchy irytują premiera

Co więcej współpracownicy Donalda Tuska przyznają, że Mucha coraz bardziej irytuje premiera. Po serii świadczących o nieznajomości tematyki sportowej wpadek Muchy Tusk zabronił jej zabierać głos w sprawach, na których się nie zna. Już wtedy sytuacja była napięta. Ostatnio premiera rozdrażnił fakt, że o problemach z meczem Polska-Anglia dowiedział się nie od ministra sportu, a z telewizji. Na razie Donald Tusk zlecił jej naprawienie sytuacji w Narodowym Centrum Sportu. Mucha ma na to czas do stycznia.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM