Naczelny "Rz" o naciskach z MSZ: To była niewiarygodna presja... Rzecznik MSZ: Praca dziennikarzy może być krytykowana

Naczelny "Rzeczpospolitej" Tomasz Wróblewski oskarżył MSZ o wywieranie nacisków na "Rz", by ta wstrzymała tekst o wysłaniu PiT-ów do białoruskich opozycjonistów. - Nacisków nie było - twierdzi rzecznik MSZ. - Była nieudana, niestety, próba przekonania redakcji. W imię interesu państwa i ludzi na Białorusi. Powtórzyłbym ją dziś.
"Rzeczpospolita" opublikowała 18 października tekst, w którym krytykuje MSZ za działania, które mogło narazić białoruskich opozycjonistów na represje. "Zasadą w kontaktach z niezależnymi organizacjami białoruskimi jest obrót gotówkowy. Środki są rozliczane w Polsce. PIT wręczamy tylko osobiście podczas pobytu opozycjonistów w Polsce - mówią nam działacze. Tym większe zdumienie budzi fakt, że polskie MSZ wysłało w lutym tego roku PIT ok. 30 białoruskim opozycjonistom" - pisali Cezary Gmyz i Piotr Kościński w "Rzeczpospolitej"

Na czym polegały naciski? Naczelny "Rz": Gdyby to był jeden telefon...

Tydzień po tej publikacji, czyli dzisiaj, red. naczelny "Rz", Tomasz Wróblewski oskarżył w radiowej "Trójce", MSZ o wywieranie presji na redakcję: - Ministerstwo Spraw Zagranicznych naciskało na "Rzeczpospolitą", by nie publikować krytycznego tekstu o wysłaniu PiT-ów na Białoruś - powiedział. - Niewiarygodna była presja, jaką MSZ usiłował wywrzeć na "Rzeczpospolitą", żeby tego nie publikować.

Zapytany przez portal Gazeta.pl. na czym ta presja polegała Wróblewski powiedział: - Gdyby to był jeden telefon, propozycja wyjaśnienia, stanowiska... Ale wydzwanianie do redaktora prowadzącego, potem do kierownika działu zagranicznego, a potem do kolejnych redaktorów i namowy do powstrzymania publikacji - to co innego.

- Cała sprawa nie świadczy o "niewiarygodnej presji" MSZ na redakcję "Rz", a raczej o nieprzyzwyczajeniu redakcji, że praca dziennikarzy, zwłaszcza gdy jest nieodpowiedzialna, może być oceniana i krytykowana - napisał w oświadczeniu rzecznik MSZ Marcin Bosacki.

Te słowa rzecznika mocno zirytowały Łukasza Warzechę, publicystę "Faktu": - Ja bym jednak prosił Marcina Bosackiego, żeby się na swojej robocie łaskawie skupił, a nie uczył dziennikarzy, jak mają pracować. - Źródłem problemów nie jest to, że "Rzeczpospolita" chciała napisać o blamażu MSZ. Źródłem problemów jest blamaż MSZ - krytykował na antenie TOK FM. "Powinno być po prostu: Przepraszamy, to więcej się nie powtórzy. Czytaj więcej opinii publicystów >>

MSZ: nikt, do kogo wysłaliśmy PIT, nie miał żadnych nieprzyjemności

"Rz" przypomniała w swoim tekście skandal z wysłaniem przez polską prokuraturę na Białoruś informacji o kontaktach opozycjonisty Alesia Bialackiego, co naraziło go na poważne represje i ówczesne apele MSZ, które "uczulało polskie organizacje współpracujące z opozycją na Białorusi, by nie przesyłały na teren tego kraju ani e-mailem, ani zwykłą pocztą żadnych informacji dotyczących finansów białoruskich opozycjonistów".

Rzecznik ministerstwa Marcin Bosacki opublikował na stronie internetowej MSZ obszerne wyjaśnienie. Twierdzi w nim, że MSZ wypłacił "niewielkie (600 zł) diety kilku (a nie 30. - jak twierdziła "Rz") działaczom organizacji niezależnych na Białorusi za ich udział w oficjalnej Konferencji przy Szczycie Partnerstwa Wschodniego UE", a ich udział w niej był "jawny i publiczny".

"Żaden z uczestników od lutego, gdy PiT-y wysłano, nie spotkał się z jakimikolwiek nieprzyjemnościami ze strony władz białoruskich" - podkreśla Bosacki. - Zaś niektóre z osób, do których wysłano PIT-y na Białoruś potwierdzały MSZ, że nie mają nic przeciwko temu".

Bosacki: "Ustalenia" red. Gmyza są w całości kłamstwem

Dziś popołudniu red. Gmyz w mailu do MSZ wrócił do sprawy Alesia Bialackiego. Zasugerował, że polski ambasador miał naciskać na białoruską opozycję, by ta nie ujawniała skandalu z zatrzymaniem Bialackiego.

"Jak ustaliła "Rz" - czytamy - w ubiegłym roku już po zatrzymaniu Bialackiego ambasador Leszek Szerepka odbył spotkania z przedstawicielami białoruskiej opozycji (m.in. Panią Pińczuk i panem Stefanowiczem) i miał im grozić, że jeśli będą nagłaśniać zaniedbania polskiej dyplomacji w tej kwestii, zostaną pozbawieni wsparcia oraz wciągnięci na listę osób niepożądanych, miało w praktyce oznaczać zakaz wjazdu do strefy Schengen".

W związku z mailem od redaktora "Rz" MSZ wydało na swojej stronie oświadczenie, w którym rzecznik resortu nazywa "ustalenia" red. Gmyza kłamstwem. Marcin Bosacki napisał m.in., że "ambasador Leszek Szerepka nigdy nie przeprowadzał tego typu rozmów, ani nie używał tego typu gróźb wobec żadnych przedstawicieli środowisk niezależnych na Białorusi".

Bosacki: Informowałem red. Gmyza, jak oceniamy sytuację

Rzecznik MSZ odnosi się też do zarzutów "Rzeczpospolitej" o naciskach na redakcję.

"Informowałem red. Gmyza (autora tekstu) że taka jest nasza ocena sytuacji i prosimy o niepublikowanie materiału, w którym polska gazeta przedstawi pobieranie diet za udział w oficjalnej konferencji Unii Europejskiej jako coś nagannego, gdyż dopiero to da oręż oficjalnej propagandzie Łukaszenki".

- Oczywiście. Tak jak orężem dla przeciwników Polski było ujawnienie afery Rywina - skali korupcji w Polsce, czy napisanie, że prezydent Kwaśniewski chwiał się nad grobami w Charkowie - kpi Wróblewski. - To są informacje wymierzone w urzędników państwowych, którzy niejako reprezentują państwo polskie i szkodzą jego wizerunkowi. To nie podanie informacji szkodzi, tylko szkodliwa działalność, która tę informację spowodowała. Czy nieujawnianie prawdy jest lepsze od jej ujawniania?

Wróblewski: Wydzwaniali cały dzień do późnej nocy

Po oświadczeniu MSZ, Cezary Gmyz szybko odpowiedział na Twitterze (pisownia oryginalna): "rzecznik MSZ pytał mnie - czy ma Pan świadmość, że zadzwonię do pańskich przełożonych i zrobię wszystko by ten tekst się nie ukazał". Według naczelnego "Rz" rzecznik MSZ rzeczywiście tak zrobił. "Przedstawiciele MSZ wydzwaniali przez cały dzień do późnej nocy, w przeddzień publikacji o białoruskich PIT-ach, do co najmniej czterech redaktorów "Rz". Sugerowali, aby zdjąć tekst, nie chcieli też zająć w tej sprawie stanowiska. Dopiero, gdy dowiedzieli się, że nie poddamy się tej presji, wysłali swoje wyjaśnienia" - napisał w komentarzu Wróblewski.

Bosacki: Naczelny "Rz" mija się z prawdą. Nikt mi nie może zarzucić gróźb czy szantażu

Marcin Bosacki twierdzi tymczasem, że redaktor naczelny "Rz" mija się z prawdą. Podaje godziny, w których MSZ kontaktował się z redakcją gazety i osoby, z którymi rozmawiał. A na Twitterze napisał:

"Zbiorcza odpowiedź wrażliwcom z TT: Nie było żadnych "nacisków" na "Rz". Nikt nie może mi zarzucić prób gróźb, szantażu, przekupstwa. Była nieudana, niestety, próba przekonania redakcji. W imię interesu państwa i dobra ludzi na Białorusi. Powtórzyłbym ją dziś".

- O przekupstwo MSZ-tu bym nie podejrzewał - śmieje się Wróblewski. - Ale jeżeli ujawniamy ewidentną niedoróbkę i niechlujstwo urzędników MSZ, to wbrew twierdzeniom rzecznika Bosackiego nie jest to działanie na szkodę państwa, tylko na korzyść, żeby pozbyli się fatalnie funkcjonujących urzędników.

DOSTĘP PREMIUM