"Posłanka Pawłowicz ma wyczucie: krzyknie 'Spier...j!' i jest zrozumiana. A Mucha..."

- Taka posłanka Krystyna Pawłowicz z PiS, kiedy w trakcie debaty o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej krzyknie z ław poselskich do posła lewicowego: "Spier...j!", od razu jest zrozumiana i ma zdecydowanie wyczucie sytuacji. A minister Mucha tłumaczy się... - pisze w podsumowaniu minionego tygodnia w tygodniku "Polityka" Janina Paradowska.
Paradowska zaczyna swój komentarz od oceny plotek sejmowych, które zdominowały dyskusję polityczną w zeszłym tygodniu. Wszystkie dotyczyły polityków PO. "Ten plotkarski krajobraz pokazuje stan partii o nazwie Platforma Obywatelska" - ocenia dziennikarka.

Jej zdaniem można przypuszczać, że "owe donosiki do mediów" nie są dziełem opozycji ani wnikliwego dziennikarstwa śledczego, ale pochodzą z wnętrza partii rządzącej. "Donald Tusk za długo zostawił partię samą sobie i teraz sklejanie idzie mu z coraz większym trudem" - pisze publicystka.

Pawłowicz z wyczuciem...

Paradowska odnosi się też do samej minister sportu Joanny Muchy. Ta, oprócz bycia bohaterką wspomnianych plotek, w zeszłym tygodniu oddała się do dyspozycji premiera. Donald Tusk jednak dymisji nie przyjął.

Zdaniem dziennikarki "Polityki" Mucha nie ma wyczucia sytuacji. "Taka np. posłanka Krystyna Pawłowicz z PiS, kiedy w trakcie debaty o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej krzyknie z ław poselskich do posła lewicowego: "Spier...j!", od razu jest zrozumiana i ma zdecydowanie wyczucie sytuacji. A minister Mucha tłumaczy się, że nie jest w ciąży, nie ma romansu i że dymisję złożyła natychmiast po aferze z dachem, ale chciała, aby najpierw zapoznał się z nią premier, a więc się schowała przed dziennikarzami".

Janina Paradowska ocenia, że lepiej mogłoby być, gdyby zamiast się tłumaczyć po czasie, Mucha podjęła samodzielnie kilka decyzji, nie czekając na decyzję premiera.

Cały komentarz publicystki w najnowszym numerze "Polityki".

DOSTĘP PREMIUM