"Jeden artykuł niemalże podpalił Polskę. Dlaczego Seremet niczego nie wyjaśnia?"

- Tomasz Wróblewski nigdy nie należał do dziennikarzy, którzy łatwo wpadają w ton zamachowy. Mam więc pytanie, co takiego Andrzej Seremet powiedział mu na spotkaniu, że Wróblewski był przekonany o prawdziwości tez o środkach wybuchowych? - mówiła w porannym przeglądzie prasy w TOK FM Dominika Wielowieyska.
Dziennikarka odnosiła się do decyzji personalnych w wydawnictwie Presspublica. Rada nadzorcza spółki zadecydowała o zwolnieniu Cezarego Gmyza, autora artykułu "Trotyl na wraku tupolewa", oraz zarekomendowała rozwiązanie umów z naczelnym "Rzeczpospolitej" Tomaszem Wróblewskim, jego zastępcą - Bartoszem Marczukiem i z szefem działu krajowego Mariuszem Staniszewskim.

- Jeśli chodzi o sam artykuł "Trotyl na wraku tupolewa", to jestem absolutnie krytyczna wobec tego, co zrobili Cezary Gmyz i Tomasz Wróblewski - komentowała tekst, za który właściciel "Rzeczpospolitej" wczoraj przeprosił, Dominika Wielowieyska. - To, co mnie fascynuje w tej historii i co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, to to, że Tomasz Wróblewski odbył wcześniej rozmowę z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem o tym tekście i wyszedł z niej przekonany, że wszystkie tezy o środkach wybuchowych są prawdziwe i zostały przez Seremeta potwierdzone - zauważyła prowadząca "Poranek TOK FM".

"Artykuł, który niemal podpalił Polskę"

- Gdyby Wróblewski i Seremet rozmawiali przez telefon, to mogłabym się domyślać, że nastąpiło coś w rodzaju głuchego telefonu - kontynuowała publicystka. - Ale jeżeli panowie rozmawiali ze sobą bezpośrednio i nie mogli dojść do porozumienia, co jest prawdą, a co nie w doniesieniach prokuratury, to mam pytanie do prokuratora generalnego: co powiedział Tomaszowi Wróblewskiemu? Dlaczego nie poinformował go, że te informacje są po prostu nieprawdziwe? Dlaczego panowie się nie dogadali?

Wielowieyska dodała, że w tej sprawie ma wątpliwości także dlatego, że sam Wróblewski jej zdaniem nie należy do grupy dziennikarzy, którzy "łatwo wpadają w ton zamachowy". - Nigdy do takich dziennikarzy nie należał. Oczekiwałabym więc ze strony prokuratora generalnego jakiejś deklaracji w tej sprawie. Nie rozumiem, dlaczego Andrzej Seremet tego nie wyjaśnia. To jest zbyt poważna historia, bo jeden artykuł niemalże doprowadził do podpalenia Polski.

DOSTĘP PREMIUM