Gromosław Czempiński: Trotyl w tupolewie? Jak Kaczyński ma dowody, niech ujawni

- Nie wierzę już w kolejne informacje dotyczące katastrofy smoleńskiej - ocenił w Radiu Zet Gromosław Czempiński, były szef UOP. Za nieprawdopodobną uznał możliwość wniesienia trotylu na pokład prezydenckiego samolotu czy możliwość zdalnego odpalenia ładunku. - To, że prezes Kaczyński mówi, że "wie i ma dowody", jest niewyobrażalne. Jak można wiedzieć i nic nie robić? - pytał.
- To jest zachowanie kryminalne, nie do zaakceptowania. Nie można nas trzymać w szachu - mówił były szef UOP w programie Moniki Olejnik w Radiu Zet, nawiązując do twierdzeń szefa PiS o zamachu. Podkreślił, że w kolejne informacje dotyczące katastrofy smoleńskiej "już nie wierzy". Komentując artykuł Cezarego Gmyza w "Rzeczpospolitej" o domniemanych śladach materiałów wybuchowych na wraku prezydenckiego Tu-154M, stwierdził:

- To było zaskoczenie, bo to pojawiło się w "Rzeczpospolitej", czyli jednym z 2-3 dzienników, które uważa się za wiarygodne. Artykuł był tak napisany, że uznałem to za wysoce prawdopodobne. A jednocześnie nie mogłem zrozumieć, jak to możliwe, że czynność wykrywania materiałów wybuchowych została zrobiona tak pobieżnie - mówił Czempiński. Skrytykował rząd za zbyt długie - jego zdaniem - milczenie w tej sprawie.

Czempiński: Trotyl? Bardzo mało prawdopodobne

Przedstawione w artykule Cezarego Gmyza tezy, zakwestionowane potem przez prokuraturę i zdyskredytowane przez samą redakcję, która przyznała się do błędu (publikacja skończyła się zwolnieniem Gmyza i redaktora naczelnego "Rz" Tomasza Wróblewskiego), Gromosław Czempiński ostro skrytykował.

- To niemożliwe, żeby ktoś mógł wnieść trotyl na pokład samolotu - powiedział gen. Czempiński. W dalszej części programu po kolei uznawał za niemożliwe kolejne hipotezy dotyczące umieszczenia w maszynie ładunku wybuchowego. Przypomniał, że gdy samolotem lecą najważniejsze osoby w państwie, stosowane są wzmocnione procedury bezpieczeństwa. Zaznaczył, że pasażerowie musieli przejść przez bramki wykrywające materiały wybuchowe, a na lotnisku były psy. - To jest mało, mało, mało prawdopodobne, żeby się udało takie coś wnieść na pokład - podkreślił były szef Urzędu Ochrony Państwa.

Czempiński, jedną po drugiej, odrzuca teorie zamachu

Czempiński po kolei odrzucał kolejne hipotezy, m.in. te wysuwane przez naukowców związanych z parlamentarnym zespołem ds. badania przyczyn katastrofy, kierowanym przez Antoniego Macierewicza. Wykluczył, by ewentualny ładunek można było zdetonować zdalnie z Warszawy lub Moskwy.

- Nie, no, to musiałaby być bomba albo z opóźnionym zapłonem, albo wybuchająca na określonej wysokości przed lądowaniem. To jest niewyobrażalne, bo ta osoba musiałaby doskonale znać nasze procedury, wiedzieć, gdzie można ją umieścić - mówił generał.

Odrzucił też scenariusz, w którym bomba byłaby umieszczona w samolocie w czasie remontu w Rosji. - Trudno mi to sobie wyobrazić. Ten samolot był wielokrotnie badany, po powrocie z remontu szczególnie mocno, po każdej misji. To scenariusz nieprawdopodobny - ocenił Gromosław Czempiński.

Nie przekonała go też teoria Grzegorza Szuladzińskiego - o tym, że to nie trotyl, ale 2-5 kg dynamitu spowodowało katastrofę tupolewa. -To też jest do wykrycia. To jest badane nie tylko urządzeniami, które wykrywają tego typu materiały, ale również są tam psy - tłumaczył Czempiński. - Nie ma rzeczy niemożliwych, ale to jest scenariusz nieprawdopodobny - stwierdził.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM