"Nie przyszedłem prowokować. Tylko zapytać o dowody" - 18-latek o awanturze u Macierewicza

- Byłem zszokowany. Pan, który mnie uderzył, najbardziej zapadł mi w pamięć. Takiej nienawiści, jaką zobaczyłem w jego oczach, nigdy nie widziałem - mówił dla Wprost.pl Andrzej Kostewicz, 18-latek, którego wypowiedź wywołała awanturę na spotkaniu z posłem PiS Antonim Macierewiczem. Kostewicz podkreśla, że nie przyszedł na spotkanie w Czeladzi, żeby prowokować. Chciał tylko zapytać o konkretne dowody na poparcie głoszonych przez Macierewicza tez. Merytorycznej odpowiedzi nie otrzymał.
- Komentarze posła Macierewicza to dla mnie uciekanie od tematu, medialne kluczenie i dyskredytowanie mnie. Oczekiwałem prostej odpowiedzi. To, że pan poseł nie ma tej odpowiedzi, to już jest jego sprawa - mówi Andrzej Kostewicz.

Stwierdza też, że słowa Macierewicza były "pogardliwe i wymijające". - Pan poseł powiedział po prostu, że dowody przedstawiał na spotkaniu przez ostatnie dwie godziny, a ja nie słuchałem. Tymczasem na spotkaniu nie było żadnych dokumentów - nie było niczego poza słowami - mówi 18-latek.

"Nie wychodź, bo cię zlinczują"

Kostewicz dodaje, że po incydencie Macierewicz zwrócił się do tłumu ze słowami: "Ludzie, uspokójcie się. Tyle razy to widzieliście. To jest prowokacja >>Gazety Wyborczej<<". - Gdy spotkanie się zakończyło, jeden z panów, którzy mnie pilnowali [gdy wybuchła awantura, Kostewiczowi przydzielono dwóch ochroniarzy - red.], powiedział: "Chłopcze, nie wychodź, bo cię zlinczują". Stwierdziłem: "Bez przesady". Po prostu wyszedłem z tej sali. Jeden pan życzył mi miłej kariery w NKWD. Poza masą obelg nic tam się nie działo - mówi. Od wczoraj 18-latek dostaje tysiące maili. - Głosy są podzielone. Piszą do mnie ludzie, którzy gratulują mi odwagi. Z drugiej strony piszą też ludzie, którzy oskarżają mnie o bycie masonem, agentem Palikota, KGB, a nawet NKWD - mówi.

Podkreśla, że nie żałuje swojego wystąpienia ani żadnego z użytych słów. - Jest wolny kraj. Jest demokracja. Jeśli oskarża się kogoś o zdradę stanu, to trzeba przedstawić na to dowody, a nie tylko jeździć po kraju, snuć hipotezy i słowa, słowa, słowa... - podsumowuje.

Zdarzenie na spotkaniu w Czeladzi zostało nagrane:

Awantura w Czeladzi

"Dla mnie to, co pan teraz mówi, to zwykła polityczna indoktrynacja. Pan w gruncie rzeczy oskarża demokratycznie wybrany rząd o zdradę" - ta wypowiedź Kostewicza na spotkaniu w Czeladzi wywołała awanturę. Oburzeni uczestnicy zaatakowali 18-latka słownie, ale też i fizycznie, nie dając mu dokończyć wypowiedzi ani zadać właściwego pytania. Potrzebna była interwencja służb porządkowych spotkania, żeby opanować sytuację. ''Incydent na spotkaniu Macierewicza pokazuje jak głęboko PiS zakorzenia się społecznie " - komentuje na swoim blogu Adam Szostkiewicz.



Cały wywiad na portalu Wprost.pl >>

DOSTĘP PREMIUM