''Dopuszczanie ekstremistów do władzy? Mocna demokracja może...''

- Demokracja mocna, pewna swojej własnej wartości może pozwolić sobie na tolerowanie ekstremizmów, ba, nawet na dopuszczanie ich - od czasu do czasu - do władzy - pisze w komentarzu w ?Rzeczpospolitej? Dominik Zdort.
Zdaniem publicysty stosunek do ugrupowań radykalnych jest miarą siły demokracji, a takie dopuszczenie radykałów do władzy powoduje ich złagodzenie. "We Włoszech lider postfaszystów Gianfranco Fini, który przez pięć lat był wicepremierem w rządzie Silvio Berlusconiego, z czasem stał się całkiem umiarkowanym mieszczańskim konserwatystą" - podaje przykład w dzisiejszej "Rz" .

Z tematem radykałów wiążą się wątpliwości, m. in. trudnością jest przesądzanie, kto "miałby być uznany za radykała". Bo: "Prawica za ekstremistów mogłaby uznać na przykład lewaków domagając się roztopienia Polski w Unii Europejskiej czy postulujących pełną swobodę aborcji. Część lewicy zaś taką łątkę chętnie przyfastrygowałbym politykom mówiącym ciepło o narodzie i patriotyzmie oraz domagającym się, dajmy na to, zakazu stosowania metody in vitro".

Ostrzega także, że "po zwycięstwie konserwatywnej opozycji mogą paść wnioski o delegalizację radykalnych sojuszników lewicy". Zdort uważa, że wypchnięcie jednych i drugi na margines dla demokracji byłoby niekorzystne.

Cały tekst Dominika Zdorta w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" >>

Po Marszu Niepodległości 11 listopada SLD postulował delegalizację ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM