"Mylimy wyrazistość z agresją. Rację bytu ma ten, kto mówi grubo"

- Polska debata publiczna staje się coraz bardziej agresywna. Coś stało się w Polsce, że uznaliśmy, że mamy prawo mówić grubym, twardym, coraz bardziej brutalnym językiem o naszych poglądach - mówił w Radiu TOK FM Michał Olszewski z "Tygodnika Powszechnego".
Olszewski odnosił się do często pojawiających się w polskiej debacie pogróżek, ostrych zdań i zanikowi politycznego centrum. - Fakt, że w ostatnich czasach centrum pustoszeje, a my jako "Tygodnik Powszechny" dostajemy kuksańce z lewej i prawej strony, pokazuje pewną charakterystyczną cechę życia politycznego - że miejsca, w których spotykają się dwie strony sporu, aby rozmawiać bez zaciekłości, bez grożenia stryczkiem czy więzieniem, stają się niepotrzebne - stwierdził dziennikarz.

Mylimy wyrazistość z agresją

- Myli nam się wyrazistość z agresją - kontynuował Olszewski. - Polska debata publiczna staje się w moim przekonaniu coraz bardziej agresywna. Coś takiego stało się w Polsce, że uznaliśmy, że mamy prawo mówić grubym, twardym, coraz bardziej brutalnym językiem o naszych poglądach. Uznaliśmy też, że ta niezbędna w życiu społecznym dawka hipokryzji, która sprawia, że nie mówimy wszystkiego, co nam ślina na język przyniesie, powinna zostać z życia usunięta. Dochodzi do sytuacji, w której rozmowę społeczną przenika brutalny ton.

Zdaniem dziennikarza debata kulturalna powinna toczyć się wszędzie, a sam fakt, że w ostatnich czasach polityczne centrum pustoszeje, a sam "Tygodnik Powszechny" jest atakowany z różnych stron politycznego sporu, pokazuje pewną cechę życia politycznego - że "miejsca, w których spotykają się dwie strony sporu, aby rozmawiać bez zaciekłości, bez grożenia stryczkiem czy więzieniem, stają się niepotrzebne".

- Wczoraj rozmawiałem z prof. Ireną Lipowicz i powiedziała zdanie, które zapadło mi w pamięć: Polakom stwardniały serca. Uznaliśmy w pewnym momencie, że mamy prawo do tego, żeby być brutalnymi - stwierdził Olszewski. - A winni temu są i ci z lewa, i z prawa. To doprowadza jednak do tego, że otrzymaliśmy świat zero-jedynkowy, świat podejrzanie czytelnych podziałów, gdzie rację bytu ma ten, kto mówi grubo.

Potrzeba centrum?

- Jakieś centrum jest potrzebne. Trzeba w nim trwać i taką wizję świata proponować - stwierdził gość Popołudnia Radia TOK FM. - Sukces "Solidarności" wziął się stąd, że nie grała bronią przeciwnika, unikała konfrontacji siłowej, nad agresję przedkładała merytoryczny dialog. Trwało to długo, natomiast odniosło sukces. Mam nadzieję, że w Polsce nastąpi otrzeźwienie i zrozumiemy, że eskalacja języka agresji nie prowadzi do niczego. Prowadzi tylko do tego, że podziały stają się głębsze - podkreślił Michał Olszewski.

I podsumował: - Całe nasze życie zostało w ostatnich latach poddane pewnego rodzaju prawidłom marketingowym. Porównajmy to do supermarketu, w którym na półkach stoją tysiące towarów. Tam, aby jakiś towar się wyróżniał, musi być kolorowy, krzykliwy. A jeżeli wszystkie będą kolorowe? Wtedy producent musi dodać jeszcze więcej koloru. Do czego to prowadzi?

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM