Prezes PiS, "celebryta, o którym wiadomo tyle co nic", chce repolonizacji mediów?

"Ani co je, ani co lubi czynić w czasie wolnym. Nikt nie wie, czy tańcuje i czy uprawia jakiś sport. Prezes swój pustelniczy tryb życia przerywa raptem od czasu do czasu publicznym obiadem z panią Gilowską" - pisze o Jarosławie Kaczyńskim Stanisław Mancewicz w najnowszym "Tygodniku Powszechnym". I krytykuje szefa PiS za pomysł "repolonizacji polskich mediów".
Mancewicz odnosi się do pomysłu Jarosława Kaczyńskiego, aby "repolonizować polskie media" (prezes Prawa i Sprawiedliwości nie wyjaśnił, które media ma na myśli). Taką deklarację Kaczyński złożył na spotkaniu z sympatykami swojej partii na uniwersytecie w Zielonej Górze.

Jednak zdaniem publicysty "Tygodnika Powszechnego" takie pomysły szefa PiS są spowodowane jego nieznajomością otaczającego go świata: "Prezes swój pustelniczy tryb życia przerywa raptem od czasu do czasu publicznym obiadem z panią Gilowską. Nikt nie wie, gdzie prezes jeździ na wakacje ani co tam robi. Nic nie wiemy o jego słabościach, niczego o silnych stronach. Poza działalnością ściśle naukową, taką jak ów publiczny występ na Alma Mater Viridimontanae, i poza polityką, którą się pasjonuje, jesteśmy skazani na domysły. Coś się jednak zmienia, można dziś bowiem uznać za pewne, że prezes wertuje prasę kolorową. Jest to news zaskakujący" - pisze Mancewicz.

Repolonizacja? "Wspaniały spektakl!"

"Można sobie wyobrazić wrażenie, jakie na prezesie wywarła zawartość tych gazet, pierwszy raz widzianych - od porad kulinarnych po intymne, od formy graficznej po językową, na śliskości papieru skończywszy" - punktuje dziennikarz "TP". "Wszystko to żłobi w rozumie każdego czytelnika bruzdę, której nie sposób zasklepić szorstką lekturą "Naszego Dziennika" czy słuchaniem poczciwych podsumowań ojca Rydzyka. Prezes zrozumiał, że wydawców pism kolorowych należy natychmiast nadziać na widelec energii własnej i jego zwolenników. Jest to reakcja absolutnie zrozumiała".

Według wizji Stanisława Mancewicza wszystko, co prezes czyta, przegląda pod kątem poszukiwań wątków antypisowskich i antypolskich. "Ma na te tematy swoją refleksję, której nie sposób odmówić sensu, zważywszy, że jest to jedyne hobby, jakie ma". Felietonista podsumowuje, że sam akt "repolonizacji" kolorowych pism będzie wspaniałym spektaklem, który "rzuci na kolana samego Orbána, który zawzięcie rehungaryzuje".

Cały felieton do przeczytania w najnowszym "Tygodniku Powszechnym".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM