Paradowska: "CBA? Można odnieść wrażenie, że kłębi się tam grono frustratów..."

"Można odnieść wrażenie, że wokół CBA kłębi się grono frustratów załatwiających publicznie dawne tajne porachunki" - pisze w dzisiejszej "Polityce" Janina Paradowska.
Paradowska wraca do tematu agenta Tomka, którego kulisy pracy w CBA opisały Gazeta.pl i "Gazeta Wyborcza". Zdaniem publicystki można było się spodziewać wydarzeń ostatnich tygodni, ponieważ "Biuro powstawało w warunkach wzmożonej czujności IV RP i zgromadziło najbardziej politycznie oddanych i gotowych na wszystko".

Dziennikarka zauważa, że chociaż minęło już kilka lat od powstania służby, a samo jej kierownictwo dawno się zmieniło, wciąż "tkwimy w poetyce wytwornych garniturów i nie mniej wytwornej bielizny, szybkich samochodów, akcji pełnych fantazji, choć pozbawionych profesjonalizmu, zdradzanych żon i niewiernych kochanek".

Co dalej?

Janina Paradowska zastanawia się, czy taką służbę można traktować poważnie, i proponuje: CBA powinno zostać włączone w struktury policji, która ma najwięcej informacji, a przez to - gwarantuje najskuteczniejszą walkę z przestępczością.

Cały komentarz Janiny Paradowskiej w najnowszej "Polityce".

Gazeta.pl odkrywa kulisy CBA

Gazeta.pl opublikowała trzyczęściowy wywiad z byłym funkcjonariuszem CBA. Nasz rozmówca anonimowo odsłonił kulisy pracy w Biurze pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego, obecnego wiceprezesa PiS.

Opowiedział o bajońskich sumach wydawanych przez CBA na stworzenie legendy takich agentów i wyposażenie ich: Biuro ubierało ich od stóp do głów w markowe ubrania, gotówką płaciło 400 tys. zł za służbowe samochody. Agenci (w tym obecny poseł PiS Tomasz Kaczmarek) niestety często okazywali się lekkomyślni - mimo że musieli działać pod przykryciem, nie mieli oporów przed wspólnym fotografowaniem się w mieszkaniach operacyjnych i rozprowadzeniem zdjęć między sobą za pomocą różnych nośników (co groziło i grozi ich zdemaskowaniem).

Na dowód pokazał nam takie zdjęcia, których część opublikowaliśmy.

Nasz rozmówca opowiedział nam też szczegółowo, jak wyglądają szkolenia agentów pod przykryciem (posługujących się fałszywą tożsamością do prowadzenia tajnych operacji), zaopatrywanie ich w dokumenty, sprzęt i inne środki. CBA - jak usłyszeliśmy - hurtowo podrabiało wszelkie dokumenty, w tym legitymacje dziennikarskie, m.in. Radia ZET i PAP i mogło bez trudu kopiować wszelkie informacje z komórek i laptopów, które zostawiają w depozycie goście CBA.

Co więcej, jak powiedział nasz informator, w CBA Kamińskiego decyzje na temat rozpoczęcia nowej operacji i obrania celu prowokacji podejmowano, opierając się na względach politycznych, a nie interesie państwa.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM