O. Dostatni: "Rocznicomania osiąga szczyt absurdu"

"Te dwie rocznice - 13 i 16 grudnia - wyrąbują nowe podziały, kształtują nowe reinterpretacje i nowe uzasadnienia dla swojej bieżącej polityki. A w nich narracja narodowa chce stworzyć inny kanon historii najnowszej" - pisze w komentarzu dla "Gazety Wyborczej" o. Tomasz Dostatni.
Duchowny w tekście komentuje obchodzenie różnego rodzaju rocznic; w szczególności dwóch - 31. wprowadzenia stanu wojennego w Polsce oraz 90. zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza. Zdaniem o. Dostatniego, ostatnio mamy do czynienia z istną "rocznicomanią". "Te dni pomiędzy 13 a 16 grudnia pokazują, że narodowa rocznicomania osiąga szczyt, żeby nie powiedzieć, szczyt jakiegoś absurdu" - podkreśla dominikanin.

Świętować czy pamiętać?

Dostatni podkreśla, że taki dzień, jak 13 grudnia 1981 roku trzeba pamiętać, ale "świętować bratobójczej walki chyba nie wypada. Zmieniając równocześnie znaczenie tej daty, tak aby była narzędziem w bieżącej walce politycznej".

W tym roku, w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało wielotysięczny marsz. Podczas niego prezes partii Jarosław Kaczyński zapowiedział, że PiS będzie próbować na początku przyszłego roku powołać nowy rząd. Jego zdaniem polską godność i suwerenność może budować tylko nowa władza.

Niejako w odpowiedzi na marsz największej partii opozycyjnej, lewica po raz pierwszy zamierza zorganizować własną manifestację - 16 grudnia, w 90. rocznicę zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza. Ruch Palikota i SLD spotkają się przed Zachętą, gdzie prezydent został zastrzelony. "Te dwie rocznice - 13 i 16 grudnia - wyrąbują nowe podziały, kształtują nowe reinterpretacje i nowe uzasadnienia dla swojej bieżącej polityki. A w nich narracja narodowa chce stworzyć inny kanon historii najnowszej" - komentuje w "Gazecie Wyborczej" Dostatni.

Zabawne czy niebezpieczne?

"Dzisiaj potrzeba spokoju i wypowiedzenia przestrogi: niech każdy czyta współczesność, jak chce, jak mu rozum i sumienie nakazuje, tylko proszę nie uzasadniać swoich odkryć i rewelacji językiem i chrześcijańskim, i religijnym" - podsumowuje o. Tomasz Dostatni.

Podkreśla też, że takie manifestowanie, jak 13 grudnia, pod hasłami chrześcijańskimi może przestać być zabawne, a stać się niebezpieczne, gdy "religijna argumentacja zostaje wykorzystana przez tych, którzy już nie widzą dalej żadnej argumentacji, jak argument siły".

"I to nam przede wszystkim przypomina 16 grudnia 1922 roku" - puentuje duchowny.

DOSTĘP PREMIUM