Komorowski u Lisa: Rośnie wiara w zamach? Za dużo tych szalonych głów i ekspertów od nie wiadomo czego

- Konflikty są w demokracji nieuniknione. I potrzebne, o ile ich celem nie jest tylko jątrzenie i zamienianie nawet najświętszych spraw w polityczną maczugę do walenia konkurencji w łeb - oświadczył w programie Tomasza Lisa Bronisław Komorowski. Prezydent RP przekonywał również, że ci, którzy mówią o zniewolonej Polsce, sami skazują się na marginalizację społeczną.
Gościem w programie "Tomasz Lis na żywo" był polski prezydent. Komorowski głównie wzywał prowadzącego do większego optymizmu, przekonując, że podziały w Polsce nie są wcale tak głębokie, a sytuacja społeczna i polityczna tak niepokojąca, jak mogłoby się wydawać.

- Polacy doskonale wiedzą, jak wiele szans zostało straconych przez konflikty na szczycie władzy w poprzedniej kadencji. Polacy stawiają dziś na stabilność i bezkonfliktowość. Konflikty polityczne będą zawsze, ale chodzi o to, by one nie dominowały sceny politycznej - tłumaczył.

Na dowód, że nadzieja na konstruktywną dyskusję w polityce nie jest stracona, podał zgodne głosowanie wszystkich sił w Sejmie nad ustawami ws. działalności BBN i modernizacji sił zbrojnych oraz prezydencki marsz 11 listopada, w czasie którego ramię w ramię szli politycy lewicy i prawicy. - Od Ryszarda Kalisza po Romana Giertycha. To świadczy o tym, że gdzieś narasta zrozumienie, że są obszary, w których można znaleźć to, co będzie ludzi łączyć - dowodził prezydent.

"Jedna trzecia społeczeństwa? To tylko szeroki margines"

Jednocześnie przyznał, że konflikty w demokracji są nie tylko nieuniknione, ale i potrzebne, o ile ich celem jest wymiana poglądów, a nie jątrzenie. - I zamienianie nawet najświętszych rzeczy w maczugę polityczną, która służy do walenia w łeb konkurencji - dodał.

Pytany o hasła wymierzone w niego jako prezydenta rzekomego kondominium, głoszone przez jedną trzecią polskiego społeczeństwa, prezydent spokojnie odpowiedział Lisowi: - Niech pan nie przesadza, to jednak jest margines, szeroki... ale margines.

Dalej mówił już jednak bardziej zdecydowanie: - Ten, kto śpiewa "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie", a nie "pobłogosław, Panie", sam się skazuje na marginalizację, bo tak nie myśli ogromna, przeogromna większość narodu... To przyspiesza proces marginalizacji tych, którzy chcą udawać, że Polska nie jest krajem wolnym, niepodległym, demokratycznym.

"Nadejście faszyzmu? Nie ma prostych powtórek z historii"

Prezydent przyznał też, że nie obawia się narastających nastrojów neofaszystowskich - czy to w Polsce, czy za granicą, gdzie pogłębiają się kryzys ekonomiczny i niezadowolenie społeczne. Według niego nie ma szans na "prostą powtórkę z historii". - Świat nie stoi w miejscu, jesteśmy inni niż nasi dziadowie czy pradziadowie. Jakieś wnioski z tamtych czasów należy wyciągać, bacznie obserwować zjawiska, czy ekstremizmy nie zamieniają się w zjawiska, które zdominują scenę polityczną. Ale nie należy ulegać lękom - dowodził Komorowski.

- Doświadczenie historyczne uczy, że takie rzeczy się zdarzają. I nie należy sądzić, że nie mogą się one zdarzyć dzisiaj... Ale my na razie radzimy sobie dużo lepiej niż inni. I to nie są lata 30., to nie są lata kryzysu światowego, który powodował, że ludzie umierali z głodu - dodał.

"W sprawie wraku tupolewa poczyniliśmy postęp"

Prezydent odniósł się też do starań szefa MSZ Radosława Sikorskiego o zwrócenie Polsce wraku prezydenckiego tupolewa. - Staranie państwa polskiego o to, by wrak wrócił do Polski jako dowód ważny z punktu widzenia śledztwa prokuratorskiego, jest istotne. Dlatego na wszystkich poziomach prowadzimy rozmowy z Rosją, podkreślając, że fakt, iż ten wrak jest u nich, a nie u nas, w Polsce, może być szkodliwy. Już jest szkodliwy z punktu widzenia relacji polsko-rosyjskich, a do tego jest trudny do zrozumienia dla polskiej opinii publicznej - mówiła głowa państwa polskiego.

Według prezydenta w tej sprawie udało się jednak uczynić pewien postęp. Ma on polegać na tym, że strona rosyjska zadeklarowała dziś, że wrak zostanie oddany Polsce natychmiast po zakończeniu śledztwa, a nie że strona rosyjska po zakończeniu tego śledztwa tylko rozważy jego zwrot Warszawie.

Komorowski odrzucił też pomysł powołania międzynarodowej komisji śledczej ws. katastrofy smoleńskiej. Według niego nie jest to potrzebne, nawet jeżeli w społeczeństwie polskim rośnie odsetek osób, które przekonują się do teorii na temat zamachu. - Chyba w pewnym momencie stało się coś niedobrego. Po rozwiązaniu komisji Millera zabrakło takich głosów trzeźwych fachowców, którzy mogliby toczyć polemikę z szalonymi głowami czy ekspertami od nie wiadomo czego - ocenił prezydent.

DOSTĘP PREMIUM