Po naszych tekstach o kulisach CBA: Śledztwo w Lublinie. "Wszystkie materiały mają najwyższą klauzulę tajności"

- Postępowanie po doniesieniu szefa CBA w związku z publikacją "Gazety Wyborczej" o kulisach działalności agentów pod przykrywką poprowadzi Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Szczegóły doniesienia są nieznane. "Wszystkie materiały w tej sprawie mają najwyższą klauzulę tajności" - tyle mówią nam prokuratura i CBA.
- Postępowanie ws. publikacji Gazety.pl i "Gazety Wyborczej" o pracy agentów CBA pod przykryciem prowadzić będzie Prokuratura Okręgowa w Lublinie - poinformował rzecznik lubelskiej Prokuratury Apelacyjnej Grzegorz Janicki. Nie chciał ujawnić żadnych informacji o treści doniesienia CBA do prokuratury.

- Wszystkie materiały w tej sprawie mają najwyższą klauzulę tajności - podkreślił.

CBA: Na tym etapie o szczegółach nie mówimy

- Jesteśmy usatysfakcjonowani, czekamy na działania prokuratury - mówi portalowi Gazeta.pl rzecznik CBA Jacek Dobrzyński. - Przeanalizowaliśmy informacje, które opublikowały Gazeta.pl i Gazeta Wyborcza, i okazało się, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa polegającego na ujawnieniu informacji niejawnej. Nie przez "Gazetę", nie przez dziennikarzy, ale raczej przez osoby, które tę informację ujawniały. Ale na tym etapie o szczegółach nie mówimy i nie stwierdzamy o czyjejś winie - podkreśla rzecznik.

- Do prokuratora generalnego przesłaliśmy szczegółową informację, uznaliśmy, że jest potrzeba wszczęcia śledztwa. Jeśli prokurator zdecydował się wszcząć w tej sprawie śledztwo i uznał, prokuratura lubelska ma w tej sprawie śledztwo prowadzić, to jesteśmy tym usatysfakcjonowani, bo podzielił nasze zdanie. Czekamy teraz na działania prokuratury - dodaje.

Gazeta.pl i "GW" o kulisach CBA

Pod koniec listopada Gazeta.pl opublikowała trzyczęściowy wywiad z byłym funkcjonariuszem CBA. Nasz rozmówca anonimowo odsłonił kulisy pracy w Biurze pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego, obecnego wiceprezesa PiS.

Opowiedział o bajońskich sumach wydawanych przez CBA na stworzenie legendy takich agentów i wyposażenie ich: Biuro ubierało ich od stóp do głów w markowe ubrania, gotówką płaciło 400 tys. zł za służbowe samochody. Agenci (w tym obecny poseł PiS Tomasz Kaczmarek) niestety często okazywali się lekkomyślni - mimo że musieli działać pod przykryciem, nie mieli oporów przed wspólnym fotografowaniem się w mieszkaniach operacyjnych i rozprowadzeniem zdjęć między sobą za pomocą różnych nośników (co groziło i grozi ich zdemaskowaniem).

Na dowód pokazał nam takie zdjęcia, których część opublikowaliśmy.

Nasz rozmówca opowiedział nam też szczegółowo, jak wyglądają szkolenia agentów pod przykryciem (posługujących się fałszywą tożsamością do prowadzenia tajnych operacji), zaopatrywanie ich w dokumenty, sprzęt i inne środki. CBA - jak usłyszeliśmy - hurtowo podrabiało wszelkie dokumenty, w tym legitymacje dziennikarskie, m.in. Radia Zet i PAP i mogło bez trudu kopiować wszelkie informacje z komórek i laptopów, które zostawiają w depozycie goście CBA.

Co więcej, jak powiedział nasz informator, w CBA Kamińskiego decyzje na temat rozpoczęcia nowej operacji i obrania celu prowokacji podejmowano w oparciu o względy polityczne - a nie interes państwa.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM