"Czas wziąć leminga w obronę. A nawet więcej - postawić go na piedestale"

"Atak na leminga, czyli młodego, wykształconego, ambitnego, zaradnego, ostro harującego mieszkańca dużego miasta, jest może najmocniejszym świadectwem wynaturzeń w polskiej debacie publicznej" - pisze w najnowszym "Newsweeku" Tomasz Lis.
Lis w najnowszym numerze "Newsweeka" bierze w obronę lemingi, które "jak mało kto tak dostawały w mijającym roku". Zdaniem dziennikarza właśnie te ataki pokazały, że niektórzy uważają, iż największymi problemami w Polsce nie są niekompetencja rządzących czy cwaniactwo, lecz... pracowitość i zaradność. "Dokładnie to, co w całym cywilizowanym świecie uznawane jest za wyraz patriotyzm, w Polsce uznano za wyraz głupoty".

Kim jest leming? Lis tłumaczy, że to oczywiście zależy, kogo zapytać. Dla prawicowców leming to "jednostka tępa, bierna i egoistyczna, niezdolna do myślenia samodzielnego". Jest też "strona lemingowa", która nadaje temu słowu zupełnie inny sens. "Otóż leming jest w tej wersji po prostu inteligentem, który nie lubi PiS i prezesa, jest więc jednostką zasługującą na uznanie". Przy czym Lis punktuje lewicowych publicystów, dla których lemingi w tym opisie są za mało aktywni obywatelsko - nie chodzą np. na spotkania w rocznicę śmierci Narutowicza itd.

Leming? Nie, karykatura

A jaki jest leming według Lisa? To przede wszystkim indywidualista, niekiedy skrajny. "Jest osobą myślącą, do tego całkowicie samodzielnie. A przede wszystkim nie tylko nie idzie na żadną samobójczą śmierć, ale staje na głowie, by nie ulegać tym, którzy na śmierć chcieliby go poprowadzić. Leming jest tak naprawdę najbardziej dojrzałym obywatelem. Potrafi popierać, ale nie bezwarunkowo. Głosuje, ale wymaga. Domaga się nie słów, ale czynów. Rozlicza nie z deklaracji, ale z efektów. Nie ulega tanim trikom. Ignoruje emocjonalny szantaż".

Dziennikarz apeluje więc na początek roku 2013: "Odczepcie się od lemingów". Podkreśla, że codziennie widzi tysiące lemingów: "Poruszają się szybko, po nowojorsku, z pracy, do pracy, na lunch, na sekundę do galerii handlowej, do domu". Lis podsumowuje, że ta grupa jest coraz bardziej oburzona i "to jest być może największa fala, która może zmienić naszą politykę. Silniejsza niż fala nacjonalistyczna, której tak wielu się obawia".

Cały komentarz Tomasza Lisa w najnowszym numerze "Newsweeka".

DOSTĘP PREMIUM