"To był rok Tuska i Komorowskiego. A przeciw PO gra tylko PiS, reszta jest niewidoczna"

Zdaniem prof. Andrzeja Rycharda, politykiem mijającego roku był premier Donald Tusk. - Jeżeli mówimy o skali polskiej, to - moim zdaniem - był to jednak wciąż premier Donald Tusk, chociaż bardzo blisko niego sytuuje się chyba prezydent Komorowski, który był bardzo aktywny w tym mijającym roku - powiedział w "Graffiti" socjolog.
Zgodził się, że podobnie sytuacja wyglądała rok temu. Zauważył przy tym, że nie sądziłby wówczas, że "prezydent Komorowski jest tak blisko Donalda Tuska, bo chyba właśnie w roku 2012 prezydent Komorowski zaczynał z coraz większym sukcesem odnajdywać swoje miejsce w polityce i potrafił lokować aktywność i zagospodarowywać sfery, które jak gdyby do tej pory nie były zagospodarowane przez niego".

Zgodził się przy tym z sugestią Dariusza Ociepy, dziennikarza "Polsat News", który pytał, czy w takim razie może to był raczej rok prezydenta: - W pewnym sensie tak, ponieważ on awansował, a Tusk utrzymywał swoją pozycję, więc jeżeli tak na to spojrzymy, to ma pan rację. Tak, to był bardziej jego rok niż Donalda Tuska, choć niewątpliwie w sensie władzy i wpływu na rzeczywistość premier ma większą moc w Polsce.

Analizując działalność prezydenta Komorowskiego socjolog mówił: - Ja myślę, że pokazywał tę tożsamość tam, gdzie rozpoczynał rozmaite debaty na tematy, których rząd nie podejmował. Starał się zagospodarowywać pewne nowe strefy. Wykazywał także pewne nowe inicjatywy związane z legislacją, nowe pomysły. Był aktywny w dyskusjach na temat wieku emerytalnego i w ogóle całej reformy emerytalnej. Pokazywał też, że chce mieć swoje zdanie, chce mieć swój pogląd i że potrafi ten pogląd wyraźnie artykułować. Ja sądzę, że było to pewnego rodzaju pozytywne zaskoczenie, przynajmniej dla niektórych obserwatorów, w porównaniu z taką dosyć bierną, nie chcę powiedzieć wycofaną, ale bardziej bierną obecnością prezydenta w roku poprzednim, w 2011 - powiedział Rychard w "Polsat News".

Z kolei premier - wg socjologa - nie jest już teflonowy. - Tak dobrze nie jest. Na tym teflonie pojawiają się rysy niewątpliwie. Natomiast on jest politykiem, który doskonale potrafi sobie radzić z trudnymi czasami i potrafi dobrze robić to, co czasami się nazywa takim eufemistycznym językiem - zarządzaniem kryzysem. To może nie jest jeszcze kryzys, ale zarządzanie problemami to jest chyba duża specjalność Tuska, i to problemami zarówno w kraju, jak i problemami także wewnątrz partii - mówił w "Graffiti" socjolog. I dodał: - Te kryzysy nie przekładają się na poparcie dla premiera. On się potrafi od tego odseparować, i to jest duża umiejętność.

Opozycja poza PiS się nie liczy

Rychard przypuszcza, że "po części właśnie siła Tuska się bierze wciąż jeszcze ze słabości opozycji. Myśmy przez ten rok byli świadkami jak gdyby takiego zintensyfikowania się sinusoidalnej obecności PiS-u, tzn. od trybu wściekłość do trybu rozwaga. Był ten tryb rozwaga włączony wtedy, kiedy były debaty rozmaitego rodzaju, w tym ekonomiczna. Z takim PiS-em jest niewątpliwie Platformie trudniej sobie radzić.

Pytany o powody powrotu partii Jarosława Kaczyńskiego do wizerunku partii katastrofy smoleńskiej, stwierdził, że "ta twarz, powiedzmy sobie, gniewu i konfliktu, jest twarzą bardziej naturalną dla PiS-u, w tym także dla jego prezesa". Ile w działaniach PiS-u emocji, a ile kalkulacji? - Kalkulacja jest wtedy, kiedy się uruchamia ten tryb rozwagi, a emocje są w większym stopniu wtedy, kiedy się wraca do tego naturalnego jak gdyby środowiska, jakim jest konflikt i gniew. Wtedy z kolei Platforma wobec tego konfliktu i gniewu bardziej wie, jak się zachowywać, bo to jest PiS znany Platformie. PiS z debaty merytorycznej jest trudniejszą partią, trudniejszym przeciwnikiem dla Platformy. Rzecz w tym, że PiS w tych ramach i w języku debaty nie potrafi długo wytrzymać mówiąc kolokwialnie - uważa Rychard.

Analizując natomiast przyczyny słabości lewicy socjolog stwierdził, że PO i PiS zajęły "całkowicie skutecznie pełną scenę polityczną i wytworzyli wrażenie, że tak naprawdę cała gra się toczy wyłącznie między nimi, że jest to gra zerojedynkowa". - Mówimy, że PiS jest dosyć słabą opozycją, ale jest na tyle mocną, żeby być widziana jako jedyna opozycja. Inne partie są jeszcze słabszymi opozycjami. Tam brakuje wszystkiego. Jedna partia typu SLD jest partią w dużym stopniu partią historyczną. Ruch Palikota bywa partią histeryczną. A taki wybór między historią a histerią to nie jest najbardziej komfortowy wybór dla sporej części elektoratu - ocenił prof. Rychard.

DOSTĘP PREMIUM