Abp Głódź o języku miłości? "Przypomniała mi się anegdota o Gomułce..."

"Kościół w Polsce jest dziś w takiej samej sytuacji jak władza w PRL. Wtedy gospodarka leciała na zbity pysk, ale socjalizm zwyciężał na wszystkich frontach. Dziś ci, którzy już nie wiedzą, gdzie sobie jeszcze mogą wytatuować słowa o miłości bliźniego, dla dobra tego bliźniego zaglądają mu pod kołdrę..." - pisze w najnowszej "Polityce" Stanisław Tym.
Tym w najnowszej "Polityce" wraca do słów abp. Sławoja Leszka Głodzia, który podczas pasterki w Bazylice Archikatedralnej w Gdańsku-Oliwie powiedział m.in., że "świat pełza w zaprzaństwie i samobójstwie duchowym" oraz że doświadczamy dzisiaj "potarganych więzów między obywatelami a państwem". "Język miłości i pokoju może przywrócić normalność" - stwierdził duchowny.



"Przypomniała mi się anegdota o Gomułce, który miał powiedzieć, że gdybyśmy mieli cienką blachę, produkowalibyśmy konserwy, ale nie mamy mięsa" - komentuje dzisiaj Stanisław Tym.

Kościół w Polsce jak władza w PRL

Publicysta "Polityki" dodaje, że jego zdaniem Kościół w Polsce jest dziś w takiej samej sytuacji jak władza w PRL. "Wtedy gospodarka leciała na zbity pysk, ale socjalizm zwyciężał na wszystkich frontach. Władza ganiała za dysydentami, oskarżała o zdradę. W 1968 r. tysiące ludzi wygnała z kraju. Partia zwana robotniczą traktowała robotników jak wióry" - pisze Tym.

Podkreśla, że z kolei dzisiaj "ci, którzy już nie wiedzą, gdzie sobie jeszcze mogą wytatuować słowa o miłości bliźniego, dla dobra tego bliźniego zaglądają mu pod kołdrę i na plenarnych posiedzeniach ustalają, którzy bliźni są płci właściwej, a którzy niewłaściwej". Publicysta zauważa, że Kościół formalnie jest od państwa oddzielony, ale nie do tego stopnia, by "ci o płci niewłaściwej nie odczuli, że są obywatelami trzeciej kategorii odśnieżania".

"A mogą spaść do czwartej, jak elementy antysocjalistyczne w PRL" - podsumowuje Stanisław Tym.

Cały jego komentarz w najnowszej "Polityce".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM