Nowak do kolejarzy: Przełóżcie strajk. Nie bierzcie pasażerów na zakładników. I to w taki mróz

Kolejowi związkowcy przeprowadzą w piątek w godz. 7.00-9.00 strajk ostrzegawczy. Powodem sporu między związkami a pracodawcami są ulgi przejazdowe dla kolejowych emerytów, które spółki Grupy PKP chcą przestać wykupywać. Minister transportu w TVN24 zapowiedział, że nie ugnie się przed żądaniami związków.
- Apeluję, by związki nie brały na zakładników ludzi, którzy chcą w piątek rano dojechać do pracy czy szkoły w jedne z najmroźniejszych dni w roku - powiedział minister transportu Sławomir Nowak, komentując zapowiedzi strajku na kolei.

- Bardzo serdecznie apeluję, żeby ten strajk, który dziś jest ukierunkowany na to, żeby uderzyć najbardziej w pasażera i własną firmę (...) przesunąć na inną godzinę - dodał.

Grupa PKP chce oszczędzić na ulgach przejazdowych

Pod koniec sierpnia br. spółki Grupy PKP ogłosiły, że z końcem 2012 r. przestaną wykupywać prawo do zniżek dla swoich emerytowanych pracowników. Emeryci, którzy nadal będą chcieli mieć zniżkę, będą ją mogli sobie wykupić sami. Grupa poinformowała, że oszczędzi na tym około 27 mln zł rocznie.

Związkowcy domagają się zachowania dotychczasowych ulg albo po 720 zł podwyżki, która miałaby im zrekompensować zmiany. Według PKP SA koszt przyznania takiej podwyżki w skali całej Grupy PKP sięgnąłby 800 mln zł rocznie. Na dodatek twierdzą, że pracodawcy "robią z nich idiotów".

Szef związkowców: "Z kolejarzy robi się idiotów"

- Spotkaliśmy się z pracodawcami 15 stycznia i poproszono nas o przełożenie tego spotkania do 25 stycznia. Pracodawcy mówili, że chcą się lepiej przygotować. Tymczasem okazało się, że wykorzystują ten czas, by przedstawiać pracownikom do podpisu oświadczenia o wykupieniu ulg na zasadach ustalonych przez pracodawców - oświadczył wcześniej przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych Leszek Miętek.

- To ewidentna prowokacja, stosowanie metody faktów dokonanych, mimo że niby nadal trwają mediacje. Nie ma na to naszej zgody - dodał. W TVN24 podkreślał, że "ten strajk ostrzegawczy nie jest ogłoszony dlatego, że my prowadzimy spór zbiorowy i nie możemy się porozumieć, tylko dlatego, że z kolejarzy robi się idiotów".

Nowak: To, czego chcą związki, wykończyłoby firmę

- Mimo toczonych mediacji związki zerwały rozmowy. Taka jest rzeczywistość, niezależnie od retoryki. W centrum zainteresowania kolejarzy powinien być zawsze pasażer. Raz jeszcze apeluję do związków o przełożenie strajku, mamy wspólnego wroga - zimę. Kolejowi związkowcy doskonale wiedzą, że warunki, które są im oferowane teraz, są lepsze niż w 2012 r. A tymczasem mamy irracjonalne żądania finansowe w zamian za te ulgi, które Grupa PKP chce skasować: żeby każdy dostał po 720 zł więcej. Przecież to by firmę wykończyło - mówił zirytowany minister Nowak.

Po chwili uderzył w bardziej populistyczny ton. - W czasie kryzysu kolejarze dostali średnio 250 zł podwyżki, teraz chcieliby jeszcze 720 za ulgi. To nie jest taktyka negocjacyjna, nie można stawiać absurdalnych żądań, czas najwyższy zerwać z tą PRL-owską skamieliną - podkreślił.

"Szukają wyłącznie pretekstu do strajku"

Pytany przez Bogdana Rymanowskiego, co może zrobić, żeby pójść kolejowym związkowcom na rękę, minister Nowak nie odpowiedział wprost, z jego słów wynikało jednak, że możliwości ustępstw nie dopuszcza.

- Przyznam zupełnie szczerze, że w sytuacji, w której [związkowcy] mają na stole lepszą ofertę, niż w 2012, a cały czas eskalują absurdalne roszczenia, sprowadza mnie to do jednej konkluzji: szukają wyłącznie pretekstu do strajku - stwierdził.

- Niech związki zastanowią się nad przyszłością własnej firmy i niech jej nie wykańczają, bo roszczenia, które stawiają jako rekompensatę za te ulgi, firmę by po prostu przewróciły definitywnie - podkreślił.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM