Poseł Wenderlich do dziennikarza: Oddam część premii, ale jak pan też to zrobi

Jerzy Wenderlich jest wśród wyróżnionych członków prezydium Sejmu. Poseł SLD i wicemarszałek dostał 40 tysięcy złotych premii. Dziś deklaruje, że odda część tej sumy, ale stawia warunki. - Pan odda część wynagrodzenia, ja część swojego wynagrodzenia i pensji, i fundujemy jakiś komputer dla domu dziecka - mówi do dziennikarza Radia ZET poseł Sojuszu.
Do utarczki słownej doszło podczas rozmowy w Sejmie. Jacek Czarnecki, reporter Radia ZET, dopytywał wicemarszałka Wenderlicha o sprawę nagród, które dostali członkowie prezydium Sejmu. Wyraźnie rozdrażniony poseł SLD zadeklarował, że może oddać część swojej premii, ale pod warunkiem, gdy to samo uczyni dziennikarz ZET-ki.



Po propozycji od wicemarszałka Sejmu dziennikarz przyznał, że nie zamierza wchodzić w żadne układy z politykami, a jeśli będzie chciał przeznaczyć część swojego wynagrodzenia na cele charytatywne, to sam zorganizuje jakąś akcję. Według Czarneckiego poseł miał mu też grozić, że jeżeli ten nie zgodzi się dobrowolnie na składkę, to on poskarży się kierownictwu ZET-ki na skandaliczne zachowanie reportera.

Przypomnijmy, że premie dla posłów wypłacane są z publicznych pieniędzy, a Radio ZET jest firmą prywatną.

Oddane premier

Marszałek Ewa Kopacz i wicemarszałkowie Sejmu otrzymali nagrody za 2012 rok, które łącznie wyniosły blisko 250 tys. zł. Ewa Kopacz dostała 45 tys. zł, wicemarszałkowie: Cezary Grabarczyk (PO), Marek Kuchciński (PiS), Wanda Nowicka (RP), Eugeniusz Grzeszczak (PSL) i Jerzy Wenderlich (SLD) - po 40 tys. zł.

Szef SLD Leszek Miller poinformował, że Wenderlich zdecydował się przekazać swoją nagrodę na rzecz osób niepełnosprawnych. - Pochwalam tę decyzję - dodał. - Myślę, że pan marszałek chciał być przede wszystkim lojalny w stosunku do prezydium Sejmu, do pani marszałek Kopacz i przyjął pozycję obrony decyzji pani marszałek, ale zmienił stanowisko w słusznym kierunku - podkreślił szef Sojuszu.

DOSTĘP PREMIUM