Co się działo na debacie o Smoleńsku? "Polscy uczeni siedzą cicho, bo boją się o siebie"

- W Polsce większość uczonych siedzi cicho, ze zrozumiałych względów. Ludzie boją się o siebie - przekonywał w Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego jeden z doradców zespołu Macierewicza prof. Grzegorz Szuladziński. W czasie konferencji prowadzący próbowali dowodzić, że katastrofa smoleńska została spowodowana dwoma wybuchami - pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza"
- Raport komisji jest świadectwem upadku państwa, Polska w Smoleńsku upadła na kolana - przekonywał prof. Kazimierz Nowaczyk z USA, jeden z głównych doradców zespołu Antoniego Macierewicza, na konferencji pt. "Debata Smoleńska". Razem z prof. Nowaczykiem ustalenia państwowej komisji podważali profesorowie Wiesław Binienda (USA) czy Wacław Berczyński (Kanada). Honorowymi gośćmi byli członkowie rodzin ofiar katastrofy. Nie zabrakło też Jarosława Kaczyńskiego, którego powitano owacją.

"Wierzymy w to"

Doradcy zespołu Macierewicza przekonywali m.in., że katastrofa smoleńska była spowodowana dwoma wybuchami, z których pierwszy miał nastąpić w kadłubie, a drugi na skrzydle. - Nie mogło się stać inaczej, przy takim rozrzuceniu kawałków. Wierzymy w to - dowodził prof. Grzegorz Szuladziński. Przekonywał też, że w tej sprawie "w Polsce większość uczonych siedzi cicho, ze zrozumiałych względów". - Ludzie boją się o siebie - mówił prof. Szuladziński

Organizatorzy spotkania - Doktoranci dla Rzeczypospolitej - zaprosili na nie ekspertów z państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Ci jednak zaproszenia nie przyjęli, tłumacząc, że nie będą rozmawiać z politykami. W czasie samej konferencji nie było czasu na polemikę z publicznością. - Pytań nie przewidujemy - usłyszał jeden z uczestników spotkania, który chciał zabrać głos.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" >>

DOSTĘP PREMIUM