"Oburza się pan teraz na premie? Przecież kiedy pojawiła się ta informacja, siedział pan tu, w studiu. I się nie bulwersował..."

- Funkcjonariusze publiczni nie powinni pobierać premii - uważa Janusz Palikot. W Poranku TOK FM komentował premie, jakie otrzymało całe prezydium Sejmu. Prowadząca audycję Janina Paradowska nie wytrzymała: - Kiedy pojawiła się informacja o premiach był pan u mnie tu, w studiu. I w ogóle nie był pan zbulwersowany. Dwie godziny później - był pan zszokowany. To jak? W ciągu tych dwóch godzin szok pana opętał?
Rozmowa dotyczyła powodów, dla których Ruch Palikota chce zmiany wicemarszałka Sejmu ze swojej partii - Palikot chce, aby Wandę Nowicką zastąpiła Anna Grodzka. Powód? Nowicka, podobnie jak całe prezydium Sejmu, przyjęła coroczną premię.

- Wanda Nowicka zapewniała mnie i klub, że nie brała udziału w podjęciu decyzji o tym, co nie zmienia faktu, że pieniądze wpłynęły na konto i nie poinformowała nas czy opinii publicznej o tej sytuacji. A funkcjonariusze publiczni nie powinni pobierać premii - przedstawiał swoje stanowisko w tej sprawie Janusz Palikot w TOK FM.

"Od jak dawna jest pan posłem?"

Polityk zapewnił jednak, że to wcale nie oznacza, że chciałby np. obniżenia pensji polityków. - Jestem za wysokimi pensjami dla ministrów, marszałków i posłów. Jestem za likwidacją Senatu, ograniczeniem liczby posłów, zmianą sposobu funkcjonowania Sejmu, likwidacją tej noclegowni, stworzeniu tam miejsc do pracy z wysokimi pensjami. Pensjami rzędu 10 tys. euro dla posłów, żeby nie kradli, nie kombinowali, nie oszukiwali. Żeby najlepsi ludzie szli do polskiego parlamentu i polityki. Ale bardzo ważna jest przejrzystość... - rozpędził się szef Ruchu Palikota.

- Ale to jest przejrzyste! Od jak dawna jest pan posłem? - przerwała Palikotowi Paradowska. - Nie wiedział pan nigdy, że to jest system wynagradzania tzw. erki (najważniejszych osób w państwie) i wchodzą tu w grę dwie ustawy, które ustanawiają normalny fundusz nagród w wysokości odpisu 8,5 proc.? Pan o tym nie wiedział? - pytała Paradowska. - Oczywiście, że wiedziałem. A pani wie doskonale, że Grzegorz Schetyna w poprzednim roku nie przyznał premii - odpowiedział Palikot. Po czym przyznał, że decyzja o premiach była zgodna z prawem. - Tym niemniej, w obliczu kryzysu i konstrukcji budżetu to była decyzja nieprzyzwoita. Głównym odpowiedzialnym jest Ewa Kopacz i ona powinna ponieść konsekwencje z tym związane - stwierdził szef RP.

"To jak? W ciągu dwóch godzin szok pana opętał?"

- Robi pan z tego aferę na całą Polskę - zarzuciła Palikotowi prowadząca audycję. - Bo ta sprawa zbulwersowała całą opinię publiczną. To nie jest kwestia jakiejś marginalnej sprawy, która by dotyczyła tylko parlamentarzystów czy nas - polityków. Po upublicznieniu przez media decyzji prezydium w jednym dniu w Ruchu Palikota powstało ponad dwadzieścia klubów "Stop Obłudzie"... - bronił się Palikot.

- Ale to nie państwo upubliczniliście informacje o tych premiach! - przerwała Paradowska. - Tego dnia, kiedy była informacja o premiach, był pan u mnie tu w studiu, w ogóle nie był pan zbulwersowany, w ogóle pan nie mówił, że jest pan zszokowany. Dwie godziny później usłyszałam, jak pan mówi na korytarzu, że jest pan zszokowany. To jak? W ciągu tych dwóch godzin szok pana opętał? - pytała publicystka.

- Już nie pamiętam tej kwestii - odpowiedział lider RP. - Ale niezależnie od mojej inicjatywy, bez mojej inicjatywy, spontanicznie, działacze RP zorganizowali wewnętrzne kluby "Stop Obłudzie". Było w tym wszystkim też bardzo niezręczne tłumaczenie Wandy, które - moim zdaniem - bardziej zaszkodziło niż pomogło. Tłumaczenie, że nie sprawdzała konta? To zostało bardzo źle odebrane w partii... - podsumował polityk.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM