Czy "połkniemy" pieniądze z Unii? Bieńkowska: Jest słodycz, ale i gorycz

- Możemy w Polsce mówić, że fatalnie wydajemy pieniądze unijne, ale z zewnątrz wygląda to zupełnie inaczej - mówiła w Poranku Radia TOK FM Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego. Podkreślała, że w nowym budżecie wspólnotowym więcej pieniędzy przypadnie samorządom. Na razie jednak należy skupić się na wykorzystaniu wszystkich funduszy z kończącej się perspektywy finansowej: - Nadchodzące trzy lata to czas krwi, potu i łez - zapowiedziała Bieńkowska.
- Czasami przekaz medialny jest taki, że samorządy dostają huragan w żagle, jak tylko kończą się nasze rokowania z Unią Europejską - zastanawiał się Jan Wróbel, prowadzący Poranek Radia TOK FM. - Kto wyda więcej pieniędzy unijnych? Rząd czy samorządy?

- Podjęliśmy decyzję, że więcej pieniędzy trafi do samorządów - odpowiedziała minister Bieńkowska. Wyjaśniła, że w nowej perspektywie budżetowej samorządom ma przypaść 39 proc. z 68 mld euro w funduszach spójności. To o 14 proc. więcej niż w obecnym, kończącym się budżecie wspólnoty. Samorządy będą całkowicie odpowiedzialne za te fundusze. - To jest słodycz rozdzielania tych pieniędzy, ale też gorycz odbierania ich i odpowiedzialności przed Komisją Europejską - dodała.

"Samorządy nie zadłużają się przez Unię"

Wróbel zastanawiał się, na jaką sumę musiały zadłużyć się samorządy, żeby "połknąć" unijne fundusze. - Samorządy bardzo chętnie mówią, że zapożyczyły się z powodu pieniędzy unijnych. A to zaledwie kilkanaście procent zadłużenia - odparła minister. Podkreśliła, że środki z kredytów na pokrycie inwestycji unijnych mają być wyłączone z limitu zadłużenia samorządów.

Jednak władze lokalne wciąż będą musiały pilnować reszty zadłużenia, które jest ogromne.- Wtedy okaże się, że to zadłużenie sprawi, że nie wszystkie samorządy będą wykorzystywać pieniądze unijne w takim stopniu, jak by chciały - przyznała minister. - Ale tak to się dzieje, jak przez dwie, trzy kadencje myśli się tylko o wyborach. Gdy robi się w pierwszym rzędzie nie projekty, które przynoszą podatki, ale które wymagają wydatków z kasy samorządu. I przy czwartej kadencji pieniądze się kończą - dodała Bieńkowska. Podkreśliła jednak, że MRR nie obawia się, że władzom lokalnym zabraknie pieniędzy na finansowanie inwestycji unijnych.

"Kraj kosztownych piramid"

Samorządowcy wciąż mają jednak problem z sensownym dysponowaniem pieniędzmi z UE. - Za osiem lat Polska będzie krajem nikomu niepotrzebnych, trudnych w obsłudze, kosztownych piramid - obawiał się Wróbel. - Na liście priorytetowych inwestycji samorządowych widnieją centra konferencyjno-informacyjne i inne urządzenia, które nie przynoszą gotówki, ale wręcz przeciwnie - zastanawiał się prowadzący Poranek Radia TOK FM. - Jak się spojrzy na pierwsze listy projektów, aż strach zbiera - przyznała Bieńkowska. - Ale potem wszystkie instytucje te plewy od ziarna oddzielają. Nie budujemy wyłącznie pomników - uspokoiła.

- Możemy w Polsce mówić, że fatalnie wydajemy pieniądze unijne, ale z zewnątrz wygląda to zupełnie inaczej - powiedziała Bieńkowska. I dodała, że teraz należy się skupić na maksymalnym wykorzystaniu środków z kończącej się perspektywy budżetowej: - To ciężki czas, by wydać 70 mld do ostatniego eurocenta. Nadchodzące trzy lata to czas krwi, potu i łez.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Czy "połkniemy" pieniądze z Unii? Bieńkowska: Jest słodycz, ale i gorycz
Zaloguj się
  • ot48

    Oceniono 1 raz 1

    Będzie za co budować stadiony baseny hale sportowe. Może przy okazji wybuduje się kawałek drogi. A po latach obudzimy się z ręką w pewnym naczyniu stojącym pod łóżkiem.
    Inwestować powinniśmy tak aby wydane pieniądze zarobiły na siebie i na kolejne inwestycje. A wydaje mi się, że zdecydowana większość inwestycji wybudowane za unijne a właściwie to za nasze pieniądze będą tylko obciążeniem budżetów. Będzie znowu krzyk i lament, że trzeba podnieść podatki bo w kasie nie ma pieniędzy na utrzymanie tego co żeśmy sobie wybudowali.

  • q-ku

    0

    centra konferencyjne są w Polsce bardzo potrzebne - i to około 10 wielkich na co najmniej 1000 widzów
    pan Wróbel jest dyletantem.

    Warszawa, Kraków, Wrocław - te miasta natychmiast potrzebują takich budowli. Jest koszmarem poszukiwanie w kraju miejsca na jakieś porządne wydarzenie naukowe czy polityczne

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX