NPW: Brzoza złamana na 666 cm. A w raporcie Millera - 510 cm. "Nie wiemy, skąd to się wzięło"

- Skrzydło Tu-154 złamało brzozę w Smoleńsku na wysokości 666 cm - ogłosiła w poniedziałek Naczelna Prokuratura Wojskowa, prostując własny, wcześniejszy błąd. I od razu pojawiły się nowe wątpliwości. Bo skąd w raportach MAK-u i komisji Millera wysokość 5,1 m? - Do raportu Millera nie będziemy się odnosić - mówi portalowi Gazeta.pl Marcin Maksjan z NPW. A Maciej Lasek z komisji Millera nie odbiera telefonu.
Przypomnijmy: "Rzeczpospolita", powołując się na kpt. Marcina Maksjana z NPW, napisała kilka dni temu, że brzoza, w którą uderzył prezydencki tupolew, została złamana 3 metry wyżej, niż wymieniono w raporcie komisji Millera - czyli na wysokości 770 cm. Tymczasem w raportach rosyjskiego MAK-u i polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego jest inna wysokość - odpowiednio: około 5 m nad powierzchnią gruntu i 5,1 m.

Liczbę podaną przez Maksjana "Rzeczpospolitej" szybko sprostowała sama NPW. W oświadczeniu podano, że "(...)brzoza została przełamana na wysokości ok. 666 cm , licząc od poziomu podłoża".

Skąd w raportach MAK i Millera wysokość 5,1 m?

Tylko skąd w takim razie wzięła się wysokość ok. 5 metrów w raporcie MAK i 5,1 m w raporcie Millera? Czyżby eksperci Millera dane o wysokości brzozy i także średnicy drzewa w miejscu jego złamania przepisali - nie sprawdzając - z raportu MAK? W obu raportach jest podobna liczba.

ZOBACZ: Raport Millera, strona 66

ZOBACZ: Raport MAK, strona 83


- Jeżeli chodzi o odmienności między raportem MAK, raportem komisji Millera a prokuraturą, to podkreślam, że prokuratura działa niezależnie, nie zajmujemy się tym, jak członkowie tamtych komisji to mierzyli, jak również, czy w ogóle mierzyli, czy nie - mówi portalowi Gazeta.pl kpt. Maksjan.

- Raport komisji Milera jest w aktach śledztwa i stanowi jeden z dowodów w śledztwie, który będzie oceniany przez prokuratora-referenta. Także my się do tego kompletnie nie będziemy odnosić - podkreśla Maksjan. A rzecznik NPW Zbigniew Rzepa dodaje w korespondencji z portalem Gazeta.pl, że nie wie, skąd wzięła się wysokość 510 cm.

"Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie ma wiedzy na temat tego, w jaki sposób MAK oraz komisja działająca pod kierownictwem min. Millera dokonywały obliczeń na miejscu katastrofy i osiągnęły wyniki, które zostały upublicznione w stosownych raportach" - podkreśla w mailu.

Prokuratura: Złamanie brzozy zaczyna się na wys. 666 cm

Maksjan prostuje przy okazji kwestię rozmiaru samego miejsca złamania drzewa. - Odcięto dwa fragmenty brzozy do badań. Z głównego pnia od miejsca złamania w dół ucięto do badań 156 cm. Tyle samo odcięto z odłamanej, górnej części pnia. Na pniu głównym liczymy od miejsca przełamania minus 156 cm - wychodzi 510 cm. Sumując te liczby wychodzi 666 cm, czyli wysokość, gdzie zaczyna się miejsce złamania brzozy przez skrzydło - mówi portalowi Gazeta.pl Marcin Maksjan.

Choć w tym momencie pojawia się wysokość 510 cm (czyli odległość od podłoża do miejsca odcięcia fragmentu drzewa do badań), wyjaśnienie prokuratury nie ma nic wspólnego z tym, skąd ta właśnie wysokość wzięła się w raportach MAK i Millera. Zadzwoniliśmy do Macieja Laska, obecnego przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, byłego członka komisji Millera, oraz Wiesława Jedynaka z tej samej komisji. Obaj nie odebrali na razie naszych telefonów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM