Niemieckie media o słowach Wałęsy: Proletariackie grubiaństwo, które przyjęło postać absurdu

"Ściany zatrzęsły się (...) w ostatnich dniach, kiedy Lech Wałęsa z charakterystycznym proletariackim grubiaństwem, które wraz z wiekiem przyjęło postać artystycznego absurdu, odważył się wypowiedzieć na chyba najbardziej ostatnio drażliwy temat moralności seksualnej" - pisze opiniotwórczy dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" o niedawnej wypowiedzi byłego prezydenta na temat homoseksualistów.
Zdaniem korespondenta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ) Konrada Schullera premierowi Tuskowi udało się zapobiec kryzysowi rządowemu. Jednak gorąca debata na temat legalizacji związków homoseksualnych trwa nadal i dzieli polskie społeczeństwo.

W artykule "Die Freiheit der anderen" ("Wolność tych innych") autor przypomina teatrzyk lalkowy emitowany w latach 90. przez polską telewizję publiczną, w którym przedstawiano Lecha Wałęsę jako lwa. "Wybór był trafny", uważa korespondent, "bo gdy Wałęsa ryczał, trzęsły się ściany, tyle że nie wiadomo było, co chciał powiedzieć".

"Ściany zatrzęsły się też w ostatnich dniach, kiedy Lech Wałęsa z charakterystycznym proletariackim grubiaństwem, które wraz z wiekiem przyjęło postać artystycznego absurdu, odważył się wypowiedzieć na chyba najbardziej ostatnio drażliwy temat moralności seksualnej"- pisze korespondent FAZ.

Debata, która poróżniła Polskę

Korespondent FAZ przypomina jednocześnie, że właśnie temat moralności seksualnej o mało co nie doprowadził ostatnio do kryzysu rządowego, kiedy przeciwko próbom Tuska, by przeforsować legalizację związków homoseksualnych, wystąpiło konserwatywne skrzydło PO z Jarosławem Gowinem na czele. Jednak podczas gdy konflikt w łonie PO udało się załagodzić, debata wokół tematu w Polsce trwa nadal.

"Poróżniła ona miasta i wsie, młodych i starych, prawicę i lewicę, katolików i inne wyznania, nawet rodzinę samego Lecha Wałęsy, bo jego syn Jarosław będący europosłem (PO) określił opinie swego ojca jako »szkodliwe « i podkreślił, że nie odzwierciedlają one »oficjalnego « stanowiska rodziny" - pisze Konrad Schuller.

Niechęć wobec nowego stylu życia jednoczy prawicę

Konrad Schuller informuje, że w Polsce "mającej obok Irlandii najbardziej zachowawcze przepisy dotyczące usuwania ciąży, temat moralności seksualnej jest gorąco dyskutowany. 94 proc. Polaków uważa się za wierzących, a sztuczne zapłodnienie oraz orientacja seksualna stały się punktami ciężkości w oficjalnych wystąpieniach Kościoła. Do tego stopnia, że przewodniczący polskiego Episkopatu Józef Michalik przyrównał sztuczne zapłodnienie w pośredni sposób do zbrodni nazistowskich i komunistycznych".

Korespondent FAZ przypomina jednocześnie, że środowisko homoseksualne sporo osiągnęło w Polsce. Przykładem zmian na lepsze jest chociażby prawo do barwnych parad ulicznych, których zabraniał swego czasu prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Również partia Ruch Palikota, opowiadając się za innymi orientacjami seksualnymi, zyskała 10 proc. głosów wyborców i wprowadziła gejów oraz autentyczną transwestytkę do Sejmu.

Konrad Schuller zauważa, że niechęć wobec tego nowego stylu życia zjednoczyła skrajnie prawicową scenę, która na co dzień jest mocno rozdrobniona. Temat innych orientacji seksualnych mobilizuje skinheadów do demonstrowania wrogich haseł, jednoczy też środowisko kościelne rozbite na dwa obozy: ten bardziej otwarty na świat oraz "narodowo-klerykalny". Motywuje również prominentnych konserwatystów, jak Bronisław Wildstein, do pisania bogato udokumentowanych opracowań, jak np. "Dlaczego jestem homofobem".

Społeczny konserwatyzm

Korespondent przytacza wyniki lutowego sondażu opinii publicznej, z którego wynika, że 57 proc. Polaków toleruje homoseksualistów. Jednocześnie 83 proc. uważa inne orientacje seksualne za "odchylenie od normy". Poparcie dla małżeństw jednakowej płci wzrasta, ale minimalnie, i nadal 60 proc. Polaków odrzuca takie związki.

"Najnowszy niemalże kryzys w łonie rządu unaocznił, że konserwatyzm społeczny sięga aż do szeregów Platformy Obywatelskiej Tuska" - podsumowuje autor. Jego zdaniem przykładem tego jest nie tylko minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, lecz także cieszący się największą popularnością wśród Polaków prezydent Bronisław Komorowski. Wyhamowując inicjatywę z ustawą o związkach tej samej płci, spowodował, że Tusk w ostatnim momencie uniknął walki o władzę we własnym obozie.

"Prawdopodobnie PO poprze propozycję ustawy w pierwszym czytaniu, a następnie zniknie ona do kolejnych wyborów w gąszczu sejmowych przepisów. W ten sposób temat zniknie z porządku dziennego" - przypuszcza Konrad Schuller.

Natomiast inaczej będzie w rodzinie Lecha Wałęsy. Reprezentujący liberalne poglądy syn Jarosław zapowiedział bowiem podjęcie tematu, i to nie tylko z ojcem, lecz także z całą rodziną. Przy tym obawia się, że rozmowa z tym pierwszym nie będzie łatwa.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''





Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM