Tym o tabletach, szczawiu i posłance, która chce leczył żółwia ze skorupy. "Jak naród to widzi i słyszy, to mu się mdło robi na myśl, że będzie musiał iść na wybory"

- Gowin mógłby przejść do SLD, Miller do PiS, a Palikot do PSL i niczego to nie zmieni - pisze w najnowszej "Polityce" Stanisław Tym. Polityk krytykuje Kaczyńskiego z tabletem, Niesiołowskiego ze szczawiem i poseł Pawłowicz, która "chce żółwia leczyć ze skorupy".
Gowin mógłby przejść do SLD, Miller do PiS, a Palikot do PSL i niczego to nie zmieni. Nieważne bowiem, gdzie kto siedzi, ważne, o czym mówi. Jeśli człowiek, który uważa się za poważnego polityka, oświadcza, że nie ma w Polsce problemu niedożywionych dzieci, i sunie głodne kawałki o szczawiu rosnącym na nasypie kolejowym, to wiem, że kolejne 50 tys. Polaków zrezygnuje z pójścia na wybory. Co więcej, ja ich rozumiem - pisze w swoim najnowszym felietonie w tygodniku "Polityka" Stanisław Tym.

Satyryk krytykuje też poseł PiS Krystynę Pawłowicz, "która każdym swoim wystąpieniem zyskuje sobie nowych wyborców, takich jak na przykład Lech Wałęsa i ksiądz Rydzyk". W poprzednim tygodniu pytała ona w interpelacji, co minister zdrowa robi, by pomóc homoseksualistom.

Tym puścił wodze fantazji i wyobraził sobie, że państwo polskie "wydaje miliony złotych na leczenie żółwia ze skorupy". - A zresztą, co ja się będę z tym szarpał. Zainteresowanym podaję adres pani Pawłowicz: aleja Paranoi przy rondzie Obłędu, tuż za nasypem kolejowym ze szczawiem - pisze Tym.

Felietonista odnosi się też do słynnego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, który zastosował tabletowy fortel, by przedstawić wystąpienie prof. Piotra Glińskiego z trybuny sejmowej. - Teraz mamy precedens i lada moment ktoś wyjdzie z lalką albo z brzuchomówcą. I znów zacznie się dyskusja, czy tak można, czy nie można. Odbędą się na ten temat trzy posiedzenia i dziesięć kaw na pięć ław. Jak naród to widzi i słyszy, to mu się mdło robi na myśl, że będzie musiał iść na wybory i wrzucić do urny świadomy głos obywatelski. A i tak z list partyjnych znów wejdą do Sejmu ci sami, na których już patrzeć nie można nawet z zamkniętymi oczami - pisze Stanisław Tym.

Cały felieton w najnowszej "Polityce".

DOSTĘP PREMIUM