Lis znajduje analogię z językiem PiS-u. "Wielki plagiat z wystąpień Goebbelsa, Gomułki i Moczara"

Tomasz Lis w najnowszym "Newsweeku" pisze już wprost: język używany przez polityków Prawa i Sprawiedliwości to kalka z najgorszej propagandy z przeszłości.
Lis przytoczył we wstępniaku "Newsweeka" kilka wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego podwładnych: "zdrajcy", "złodzieje", "ludzie zaprzedani", "pod parawanem walki o Trybunał Konstytucyjny", "protestujący przeciw nowej władzy zmanipulowani przez wrogą propagandę", "ośrodki zagraniczne inspirowane przez wrogie nam siły w kraju".

Naczelny tygodnika ocenił to wprost: "Toż to jeden wielki plagiat z wystąpień Goebbelsa, Gomułki i Moczara, z których ochoczo czerpią też PiS-owscy propagandyści, tak zwani niepokorni, dziś zdecydowanie wobec władzy pokorni".

W opinii Lisa, zaraz ten sam język będziemy słyszeć w zawładniętych przez PiS "mediach narodowych".

"Prawdziwi postkomuniści"

Tomasz lis podkreśla, że takie odwracanie pojęć - "gwałt na języku" - jest niezwykle groźny, być może nawet gorszy od "demolki instytucji państwa prawa i karczowania tysięcy ludzi wycinanych przez PiS jako nieswoich".

Dlaczego? Bo prawo można zmienić, język jednak pozostanie sponiewierany "możliwe, że na dziesięciolecia, skoro skutki gwałtu na języku dokonanego przez komunistów są wciąż widoczne, gdy tylko usta otwierają prawdziwi postkomuniści - bolszewicy z partii PiS" - podsumowuje Lis.

Cały komentarz w najnowszym "Newsweeku".

DOSTĘP PREMIUM