Raport Pitery: jak ministrowie korzystają ze służbowych kart kredytowych

Co najmniej 300 tys. zł wydali w ubiegłym roku ministrowie ze służbowych kart kredytowych. Płacili nimi głównie za hotele, podróże i służbowe kolacje. Najwięcej wydawali urzędnicy Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Sporadycznie zdarzały się także zakupy prywatne - łącznie za 613 złotych.
To wnioski ze wstępnego raportu o wydatkach z ministerialnych kart kredytowych za 2009 rok, które poznał reporter TOK FM. Dokument przygotowuje Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją. Właśnie spływają do niej dane od ministrów za ostatni kwartał. Już pod koniec lutego roczne zestawienie ma być gotowe.

Zobacz wydatki ministrów z kart kredytowych: strona I | strona II | strona III

Nie wszyscy ministrowie oszczędzali

Z dostępnych obecnie, jeszcze niepełnych danych wynika, że ministrowie wydali z kart ponad 300 tys. zł. - To oznacza, że zdecydowanie większość ministrów oszczędzała - twierdzi Julia Pitera. Jednak nie wszyscy.

Najwięcej ze służbowych kart korzystali urzędnicy resortu finansów i rozwoju regionalnego. Wydali odpowiednio - 68,2 tys. zł i 56,4 tys. zł. Tyle, że w przypadku ministerstwa Elżbiety Bieńkowskiej taką kwotę wydano tylko do połowy roku. Potem - m.in. właśnie z powodu zbyt dużych operacji - postanowiono zabrać urzędnikom 22 karty kredytowe (tyle było w dyspozycji resortu). Tym bardziej, że - jak zauważa Anna Konik - Żurawska, rzecznik prasowa Ministerstwa Rozwoju Regionalnego używali je przede wszystkim kierowcy i pion administracyjny. - Na kartach członków kierownictwa praktycznie nie było wydatków - zapewnia.

Sporo wydało również Ministerstwo Obrony Narodowej. Do końca roku było to prawie 48,4 tys. zł. Równie wysokie operacje zanotowano na kartach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Tylko do końca września 2009 roku 33,5 tys. zł. Co więcej - to wydatki zgromadzone tylko na jednej karcie kredytowej, która jest w dyspozycji ministerstwa Jolanty Fedak.

Ze służbowych kart chętnie korzystano w resortach gospodarki (21,6 tys. zł), sportu i turystki (19,6 tys. zł), infrastruktury (15,7 tys. zł) oraz środowiska (13,9 tys. zł). Najmniejsze operacje zanotowano na "kredytówkach", które posiada Ministerstwo Skarbu Państwa (3,4 tys. zł) oraz Ministerstwo Kultury (4,3 tys. zł). Trzech ministrów wcale nie płaciło kartami. To - zdrowia, rolnictwa i edukacji.

613 złotych ze służbowej karty na cele prywatne

Co kupowali ministrowie? Ponad połowa operacji to płatności za hotele. Płacono nimi za paliwo, bilety lotnicze czy służbowe kolacje, ale także upominki dla zapraszanych gości (jako wydatki reprezentacyjne).

Ale kilka razy zdarzyło się, że ministerialni urzędnicy dokonywali zakupu o charakterze prywatnym. Ale - jak podkreśla Pitera - były to "incydentalne przypadki". - Najczęściej wynikały z pomyłki. Wszystkie takie wydatki zostały zwrócone - twierdzi pani minister. Z raportu wynika, że takich "prywatnych" operacji dokonano na kwotę... 613 zł. Pitera nie zdradza szczegółów - kto i co kupił. Dowiedzieliśmy się jedynie, że taki prywatny zakup zanotowano m.in. na karcie kredytowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Chodzi o sumę 210 zł i 56 groszy.

Pitera porównuje: - W latach 2006 - 2007 wydatki o charakterze prywatnym sięgały 21 tys. zł - przypomina.

Pitera wprowadziła zasady

Pierwszy raport o wydatkach z rządowych kart kredytowych Julia Pitera opublikowała w czerwcu 2008 roku. Wówczas były to wyniki kontroli kart używanych w czasie rządów PiS-u. Wyliczała w nim, że w ciągu dwóch lat ministrowie dokonali nimi operacji na kwotę 1,4 mln złotych, a także piętnowała nieuzasadnione wydatki - jak np. zakup dorsza za 8,16 zł. Po tej kontroli premier Donald Tusk zobowiązał wszystkich ministrów do przestrzegania zasad korzystania ze służbowych kart płatniczych określonych przez Julię Piterę. Zostały one uregulowane później - za sprawą pani minister - w nowej ustawie o finansach publicznych, zaakceptowanej również przez opozycję.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM