Kto na kogo zbiera haki

Temat haków wrócił po tym, jak prezes PiS-u Jarosław Kaczyński groził, że wyciągnie coś na szefa MSZ-tu Radosława Sikorskiego. Szukanie kompromitujących materiałów na swoich przeciwników nie jest jednak niczym nowym
Haki nie są polską domeną, bo w każdym kraju ktoś coś na kogoś zbiera. - Były zbierane haki na prezydenta Francji Francoisa Mitterranda, związane z jego życiem osobistym, których w końcu nie użyto. Drastycznym przykładem jest Ukraina, gdzie trudno już zliczyć, kto co na kogo zbiera. Hakiem była też między innymi sprawa Billa Clintona - mówi politolog dr Bartłomiej Biskup.

Według niego w Polsce o politycznych hakach można mówić od czasu wprowadzenia w naszym kraju demokracji. W dużej mierze przyczyniły się do tego PRL-owskie służby specjalne, które chciały się wkupić w łaski nowej władzy. - Trzeba przypomnieć takie przypadki, jak Milczanowski i jego działalność jako szefa MSW, sprawa z Oleksym, haki jakie zbierał Wałęsa i jakie zbierano na niego, później kolejne komisje lustracyjne i weryfikacyjne - mówi politolog.

Haki w kampanii Cimoszewicza

Przykładem wykorzystania haków podczas kampanii jest sprawa Włodzimierza Cimoszewicza. Po - jak później się okazało - nieprawdziwych zarzutach ze strony swojej asystentki Anny Jaruckiej zrezygnował on z udziału w poprzednich wyborach prezydenckich. Podczas tych samych wyborów PiS wykorzystywał sprawę służby w Wehrmachcie dziadka Donalda Tuska, co mogło się odbić na końcowym wyniku. W końcu przecież wybory wygrał Lech Kaczyński. W Polsce wszystko zaczęło się jednak od Stanisława Tymińskiego. - Teczka pełna haków, nic w niej oczywiście nie było, ale podziałało to na opinię publiczną do tego stopnia, że Tymiński wszedł do drugiej tury wyborów - mówi politolog

Jak dodaje, tego typu "domniemane haki", które działały w przypadku Tymińskiego, dziś już nie elektryzują opinii publicznej. - Jeżeli obecnie ktoś mówi, że coś o kimś wie, a nie powie co, to raczej osłabia sympatię do samego siebie. Wyciąganie haków to też niebezpieczna gra, czasami z pogranicza polityki i służb specjalnych, bo od kogoś pewne informacje trzeba zdobyć. Poza tym haki kojarzą się z "brudną kampanią", a to nie budzi sympatii wyborców. Chyba, że ma się konkretne dowody i dobrze się uzasadni, że robi się to w interesie publicznym. Wówczas hak funkcjonuje dalej jako "afera".

DOSTĘP PREMIUM