Parytet mógłby zostać zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny?

Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, twierdzi że ustawa wprowadzająca parytety na listach wyborczych jest niezgodna z konstytucją. - Ideą przedstawicielstwa narodowego jest stworzenie ciała reprezentującego całość interesów, wartości tkwiących w narodzie i tutaj płeć nie ma nic do rzeczy - uważa prof. Paweł Sarnecki.
W najbliższy czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o parytetach. Ustawa zmieniałaby ordynacje wyborcze do Sejmu (ale nie Senatu ze względu na większościową ordynację), Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin (powyżej 20 tys. mieszkańców), powiatów i sejmików wojewódzkich.

Zapis, który wzbudza wątpliwości Radziszewskiej oraz niektórych konstytucjonalistów brzmi: "liczba kobiet na liście okręgowej nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn".

Parlament to reprezentacja narodu

- Ten przepis jest niekonstytucyjny ze względu na charakter parlamentu jako reprezentacji politycznej narodu. A taki charakter jest ukształtowany w konstytucji - twierdzi prof. Paweł Sarnecki, były kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego na UJ. - Jedynym kryterium zgłaszania kandydata powinno być to na ile reprezentanci oddają przekonania, interesy, wartości swoich wyborców. W praktyce konkretyzują to partie polityczne, jednak konstytucja taki obraz stwarza i realizacji takiego obrazu wymaga - wyjaśnia prof. Sarnecki.



Konstytucjonalista wskazuje jednak, że reprezentacja samorządowa ma nieco inny charakter niż parlamentarna, dlatego parytet na listach wyborczych do samorządów mógłby mieć uzasadnienie.

Parytet może wyrównać szanse

Mniej kategoryczny w podejściu do ustawy wprowadzającej parytety jest dr Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwraca uwagę na kwestię tzw. uprzywilejowania wyrównawczego, które ma na celu poprawienie szans płci niedostatecznie reprezentowanej. Konstytucjonalista zauważa, że polska konstytucja mówi o równym prawie kobiet i mężczyzn do pełnienia funkcji publicznych, co nie jest w Polsce takie oczywiste.

Podkreśla jednak, że sam ma wątpliwości, które "wiążą się z pewną trudnością jednoznacznego wydobycia z samej konstytucji reguły mówiącej, że uprzywilejowanie wyrównawcze w dziedzinie politycznej nie jest odejściem od zasady równości". - Konstytucja nie pozwala także na uzależnienie biernego prawa wyborczego od płci kandydatów - wyjaśnia.

Piotrowski nie jest także przekonany, czy ustawa i ewentualna zmiana konstytucji to skuteczne rozwiązanie. - Może wystarczyłoby, żeby partie polityczne układając listy same dały przykład stosowania zasady parytetu? - zastanawia się.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM