Guzowska: Parytety nie pomogły mi w boksowaniu

Parytety podzieliły Sejm i PO. Posłanka Joanna Mucha jest za, a Iwona Guzowska przeciw. - Kiedy zaczynałam boksować, byłam jedyną w Polsce kobietą. Żadne parytety mi nie pomagały - mówi.


Jutro w Sejmie rozpocznie się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy ws. wprowadzenia w wyborach parytetów płci. Zakłada on, że na listach wyborczych nie może być mniej kobiet niż mężczyzn. Ustawa podzieliła nie tylko Sejm, ale i Platformę.

- Wprowadzenie parytetu da efekt: nasi szefowie głównie mężczyźni będą musieli poszukiwać kobiet i wciągać ich do życia politycznego - mówi Joanna Mucha. Podobne zdanie ma SLD. - Myślę, że to są takie instrumenty, które przyczynią się do tego, że w polityce będzie więcej kobiet - mówi Katarzyna Piekarska z SLD.

Odmiennego zdania jest Iwona Guzowska. - Wtedy, kiedy zaczynałam boksować, byłam jedyną kobietą w Polsce. Żadne parytety mi nie pomagały - mówi. Dodaje, że zna wiele kobiet, które są ambitne i dzięki swoim zdolnościom, a nie parytetom, weszły do polityki.

Guzowska ma zbieżne poglądy z posłanką PiS Dorotą Arciszewską-Mielewczyk. - Nie chciałabym być określana, jak to w USA się mówi - uprzywilejowaną niepełnosprawną - mówi posłanka. Zaznacza, że w Szwecji odchodzi się od parytetów, bo, według niej, obniżają one jakość w dziedzinach, w których zostały wprowadzone.

DOSTĘP PREMIUM