PiS zbierało haki na Tuska, Schetynę, Nowaka, Drzewieckiego i Grasia?

Za rządów Prawa i Sprawiedliwości haki zbierano nie tylko na Radosława Sikorskiego. Wytypowano pięć nazwisk prominentnych polityków PO - Tuska, Schetynę, Nowaka, Drzewieckiego i Grasia. Na lewicy na celowniku byli m.in. Wojciech Olejniczak i Krzysztof Janik - ujawnia Polityka.pl
Tygodnik na swojej stronie internetowej opisuje "polowanie" na informacje o prominentnych politykach Platformy Obywatelskiej. Sprawy z prokuratury, w których pojawiały się ich nazwiska, natychmiast miały lądować na biurku Zbigniewa Ziobry, ówczesnego ministra sprawiedliwości. Sprawę ujawnił Janusz Kaczmarek, były prokurator krajowy, a następnie minister spraw wewnętrznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchaniu przez sejmową komisją ds. służb specjalnych.

Ze sprawami rzekomego posiadania i zażywania narkotyków próbowano powiązać nie tylko ówczesnego ministra sportu, ale również Grzegorza Schetynę i Radka Sikorskiego.

"Ten ostatni z krążącymi plotkami rozprawił się w trakcie inspekcji w Żandarmerii Wojskowej. Złożył ją w styczniu 2007 r., jako minister obrony narodowej w rządzie PiS. Media relacjonowały wówczas, że służyła ona sprawdzeniu przygotowania ŻW do walki z problemem narkomanii wśród żołnierzy wyjeżdżających na misję do Afganistanu" - pisze "Polityka".

- Korzystając z okazji poddałem się testom i mam stosowny certyfikat zaświadczający, iż nie stwierdzono u mnie nawet śladowej obecności substancji odurzających - wyjaśnił Radosław Sikorski w piśmie przesłanym do serwisu Polityka.pl.

Na celowniku znaleźli się też m.in. Wojciech Olejniczak i Krzysztof Janik, którzy mieli seksualnie wykorzystać mężczyznę, który zgłosił sprawę do prokuratury. I nawet, kiedy się okazało, że to jego nie pierwsze tego typu zgłoszenie i jest on niewiarygodny, sprawa trafiła na biurko Zbigniewa Ziobry. - Miał on wówczas zwrócić się do dwóch "zaprzyjaźnionych" dziennikarzy, z propozycją by opublikowali artykuły na ten temat, a prokuratura na podstawie doniesień prasowych będzie mogła wszcząć śledztwo. Nic z tego jednak nie wyszło - pisze Polityka.pl.



DOSTĘP PREMIUM