Polityczne przecieki ws. prawyborów w PO

Nie od dziś wiadomo, że polska polityka przeciekiem stoi. Te najnowsze dotyczą wyników prawyborów w PO. Zakończą się one o północy, a ich wyniki oficjalnie poznamy dopiero w sobotę. Jednak już teraz w mediach pełno jest spekulacji, że to Bronisław Komorowski wyjdzie z tego pojedynku zwycięski.
W szeregach PO spokój. Liderzy partii zapewniają, że wyniki prawyborów są bezpieczne. Szef PO, premier Donald Tusk podkreśla, że zna je komisja czuwająca nad przebiegiem prawyborów. Z kolei szef klubu PO Grzegorz Schetyna dodaje, że głosy będą liczone dopiero w sobotę rano. O 11-tej rozpocznie się partyjna konwencja, podczas której poznamy nazwisko kandydata PO na prezydenta.

Ale historia zna przypadki, w których im bardziej chciało się coś ukryć, tym więcej przecieków było. Klasycznym tego przykładem są komisje śledcze, z których nagminnie przedostają się do mediów tajne dokumenty i zeznania świadków przesłuchiwanych na tajnych posiedzeniach. Przeciek uniemożliwił też - jak tłumaczono - przyłapanie na gorącym uczynku Andrzeja Leppera, gdy finalizowano akcję nazwaną później aferą gruntową.

- Przecieki to nie przypadek. Większość z nich jest kontrolowana - mówi politolog Bartłomiej Biskup i daje przykład blogów Ryszrada Czarneckiego oraz Janusza Palikota. Według niego, obaj politycy ujawniają pewne rzeczy za zgodą szefów swoich partii. Biskup dodaje też, że są i przecieki nieopatrzne - mało doświadczony polityk coś chlapnie dziennikarzowi, albo wyleje swoje żale, bo podpadł mu partyjny kolega.

Niestety, przecieki to dość powszechna praktyka - przyznaje pisowski śledczy Zbigniew Wassermann. Jego zdaniem, trudno jest też komuś udowodnić, że był autorem przecieku.

Inny śledczy Bartosz Arłukowicz z Lewicy dodaje, że przecieki polityczne nie są groźne, obawiać się powinniśmy przecieków materiałów tajnych, bo to już zagraża bezpieczeństwu państwa.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM