Wybory 2010. Komorowski walczy o głosy w Wlk. Brytanii. Chłodne powitanie [ZDJĘCIA]

Bronisław Komorowski jako pierwszy z kandydatów na urząd prezydenta zwrócił się o głosy do kilkuset tysięcy Polaków na Wyspach Brytyjskich. W Londynie marszałek nie krył, że liczy na specjalne względy emigracji, która poparła Donalda Tuska w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. Nie obyło się bez zgrzytów: na spotkanie w polskim ośrodku przybyli przeciwnicy PO z transparentami.
- Nie zaprzeczam, że przyjechałem w kontekście wyborów. Myślę, że każdy wie, jak się układają proporcje głosów Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii - mówił Gazecie.

Komorowski: Nie odpowiadam za obietnice Tuska

Marszałek wzbraniał się od odpowiedzi na pytania dotyczące obietnic przedwyborczych Donalda Tuska, który podczas ostatniej kampanii wyborczej dał słowo emigrantom, że "sytuacja w Polsce zmieni się tak, że za rok, dwa czy trzy znajdą swój Londyn w Warszawie, Biłgoraju czy Łomży". - Ja nie mam tendencji do łatwego rozdawania obietnic, a jak coś obiecam, to zawsze zrobię - zapewniał.

Pełniący funkcję prezydenta Komorowski zaznaczył, że od ostatnich wyborów "została załatwiona bardzo ważna sprawa podwójnego opodatkowania, co było zmorą dla Polaków". Przyznał jednak, że nie przyniosło to pożądanego efektu. - Mówiło się wtedy, że to ma być pomysł na ułatwienie powrotu. Nie widać, żeby ten mechanizm poskutkował, ale jest bardziej przyzwoicie - dodał.

Emigranci wrócą bez namawiania

Marszałek określił też jasno, że nie zamierza namawiać nikogo do powrotu. Porównał: - Dopóki sami nie będziemy Rzymem, to będziemy - jak w czasach imperium rzymskiego - do tego Rzymu jechać.

- Dzisiaj trzeba zabiegać o to, aby utrzymać wzrost gospodarczy, który jest faktem. W innych krajach, takich jak Irlandia czy Wielka Brytania, panuje głęboki kryzys. W Polsce jest absolutnie realna szansa na to, żeby w ciągu 10-15 lat dogonić w sensie rozwoju gospodarczego średnie kraje UE. I wtedy bez żadnych namów tworzenia specjalnych warunków Polacy sami wrócą.

Zamiast o powroty Komorowski w Londynie apelował o głosy. - Uczestnictwo w demokracji polskiej to jest też element budowania czy podtrzymywania wspólnoty przekraczającej granice - tłumaczył.

"Znikną kolejki przed konsulatem"

Wybory w 2007 napiętnowały brak odpowiedniej organizacji w punktach do oddawania głosów, w tym w placówkach dyplomatycznych, które przeżywały oblężenie. Marszałek uspokajał: - W czasie tych wyborów uruchomionych będzie 41 punktów do głosowania zamiast 16, jak to miało miejsce w poprzednich. Więc jest gigantyczny przyrost.

Bronisławowi Komorowskiemu w Londynie towarzyszyli m.in. minister finansów Jacek Rostowski, szef sztabu wyborczego Sławomir Nowak oraz europosłowie PE Lena Kotlarska-Bobińska i Krzysztof Lisek odpowiedzialny za kampanię wśród Polonii.

Marszałek złożył kwiaty pod Pomnikiem Polskich Lotników oraz Pomnikiem Katyńskim na cmentarzu Gunnersbury. Odwiedził także polską piekarnię i spotkał się ze studentami London School of Economics and Political Science.

Polonia uwierzy PO?

Na zakończenie wizyty sztab Bronisława Komorowskiego przygotował spotkanie z Polonią w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w dzielnicy Hammersmith.

Kilku emigrantów zgotowało marszałkowi chłodne powitanie. Pojawiły się transparenty z napisami "Polonia nie wierzy PO", "2007 obiecanki, 2010 cacanki" czy "Nie! Komorowski dość kłamstw."

Jak podaje PAP, podczas spotkania w POSK-u na stół, przy którym siedział marszałek wraz z towarzyszącymi mu w Londynie ministrem finansów Jackiem Rostowskim i europosłanką Leną Kolarską-Bobińską, podrzucono sztucznego penisa, a jeden z uczestników spotkania skandował "Palikot". Sprawcę incydentu wyprowadzono z sali. Zajście zarejestrowały też kamery telewizyjne.

Mężczyzna ten oskarżył rząd Platformy Obywatelskiej o to, że nie odcina się od Janusza Palikota i wykrzyczał zarzut, że były minister sportu Mirosław Drzewiecki wrócił w ostatnich dniach do sejmowej komisji sportu.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM