Brudziński: "Nie jestem odmóżdżonym, nieemocjonalnym cyborgiem"

PRZEGLĄD PRASY. - Naprawdę nie jest tak, że w PiS jest jakiś beton w postaci starego zakonu PC - mówi w wywiadzie dla "Wprost" Joachim Brudziński, poseł Prawa i Sprawiedliwości. - To bardzo nieprawdziwy obraz partii - dodaje.
- Nikt mi ust nie kneblował - mówi o swojej małej aktywności medialnej w trakcie wyborów Joachim Brudziński, poseł Prawa i Sprawiedliwości. - Nie wiem, czy Jacek (Kurski - red.) miał poczucie, że jemu ktoś knebluje. To, co powiedziałem o ruskiej trumnie, było prawdą - dodał.

- Nie jestem odmóżdżonym, nieemocjonalnym cyborgiem. Ilekroć wracam do 10 kwietnia, to oczywiście emocje się pojawiają - mówi poseł PiS. Zaznaczył, że pamięć o wydarzeniach z tamtego dnia nigdy go nie opuściła - nawet w czasie kampanii. - Skończyła się kampania wyborcza, a można odnieść wrażenie, że dla rządzących wygodniej byłoby, żeby temat katastrofy smoleńskiej jak najszybciej zniknął z przestrzeni publicznej. Żeby nie próbować dojść do rzetelnej prawdy. To nie był zwykły przypadek - podkreślił Brudziński.

Kondolencje od Putina. "Wyglądało jakby Imperator Wszechrusi wzywał"

- Słyszałem, trzeba to sprawdzić, że największe katastrofy lotnicze w Rosji zawsze kończyły się orzeczeniem takim samym: winy pilota - mówi Brudziński. Według posła przy okazji wielkich tragedii widać, że w Rosji "jest dosyć specyficzne podejście do standardu życia ludzkiego i do procedur". - Wiele śledztw w Rosji dotyczących tajemniczych zgonów, np. niezależnych dziennikarzy, nie zostało do końca wyjaśnionych. Z tego wynikają nasze obawy o prawidłowy tok tego śledztwa - zaznaczył poseł.

Jak wyglądała propozycja kondolencji od Władimira Putina? - Wyglądało to trochę tak: "Imperator Wszechrusi wzywa łaskawie do swojego namiotu, przed swoje oblicze". Z tego, że Jarosław Kaczyński tam nie poszedł, byłem wtedy i jestem dziś bardzo dumny. Zachował się jak mąż stanu - opowiada Brudziński.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM