"Potwornie nudne orędzie". I małostkowość Kaczyńskiego

Dla jednych: "potwornie nudne", "stek oczywistości i gładkich słów". Ale inni pozytywniej oceniają orędzie prezydenta. Dla innych: " bardzo poprawne". Piotr Zaremba mówi, że wystąpienie było "bardzo poprawne". - Rzetelnie chciał przedstawić problemy, z którymi będzie musiał się zmierzyć - stwierdził. Dla Wiesława Dębskiego nieobecność w Sejmie Jarosława Kaczyńskiego świadczy o małostkowości.
"Wierzę w Polskę. Wierzę w patriotyzm codziennego trudu, codziennej pracy. Wierzę w nas, Polaków". Relacja na żywo

- Trzeba nam więcej spokoju i zrozumienia, a mniej walki, niechęci, pogardy, a czasem i nienawiści - mówił w pierwszym prezydenckim orędziu Bronisław Komorowski.

Ale komentatorzy nie pozostawiają na wystąpieniu suchej nitki. - To było potwornie nudne orędzie - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM politolog dr Agnieszka Rothert. - Słyszeliśmy stek oczywistości i gładkich słów - dodał dr Maciej Gdula. Według socjologa od prezydenta można wymagać więcej. - Potem już nie będzie lepszego momentu, żeby zakreślić ramy prezydentury. Żeby zaznaczyć, czym ta prezydentura będzie się różnić od poprzednika - wyjaśnił Gdula.

Ale zdaniem Rothert żadnej wizji nie należało się spodziewać, "bo prezydent w Polsce nie rządzi". - Wizję prezydentury to ma Donald Tusk. A jak się będzie zachowywał Bronisław Komorowski? Jedyne jak może ustawiać swoją prezydenturę, to żeby nie zakończyła się po 5 latach - oceniła.

Lepiej pierwsze prezydenckie wystąpienie ocenia Piotr Zaremba. - Wygłosił bardzo poprawne orędzie. Rzetelnie chciał przedstawić problemy, z którymi będzie musiał się zmierzyć - mówił w Komentarzach Radia TOK FM. Ale dodał, że zabrakło mu choćby kilku zdań, które dałyby "poczucie, że prezydent jest także na ciężkie czasy".

W Sejmie zabrakło Kaczyńskiego

Największym nieobecnym uroczystości w Sejmie był Jarosław Kaczyński. Nieobecność tłumaczył szef Klubu Parlamentarnego PiS - Mariusz Błaszczak. - Kiedy przypomnimy sobie, co działo się wobec śp. Lecha Kaczyńskiego, co jeden z komentatorów nazwał przemysłem pogardy, a w tym przemyśle jedną z czołowych ról odgrywał Bronisław Komorowski - powiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości.

- Można się było domyślać, że będzie taka demonstracja - komentowała dr Agnieszka Rothert.

Piotr Zaremba zwrócił uwagę, że "po ludzku" można prezesa PiS zrozumieć. Nie przyszedł "ze względu na związek z poprzednim prezydentem". Ale z drugiej strony - jak mówił publicysta dziennika "Polska The Times" - Kaczyński jest też polityki, który przegrał wybory. - Nie stało się dobrze. Jak bojkotuje, to pojawia się pytanie, czy pogodził się z porażką. Donald Tusk w 2005 roku na zaprzysiężeniu Lecha Kaczyńskiego był. Choć nie miał szczęśliwej miny - wspominał.

Według Wiesława Dębskiego nieobecność Kaczyńskiego świadczy o małostkowości. Jak podkreślał były redaktor naczelny "Trybuny" uczestnicząc w zaprzysiężeniu prezes PiS mógł dać ważny sygnał swoim wyborcom: "jest nowy prezydent - my go akceptujemy".

Zdaniem Dębskiego inauguracja pokazała jak trudną sytuację będzie miał Komorowski. - Będzie kontestowany przez PiS. Zaczyna prezydenturę chyba w trudniejszej sytuacji, niż Kwaśniewski w 1995 roku - mówił w Komentarzach Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM