"Kaczyński traktuje ten rząd i prezydenta, jakby to byli przedstawiciele okupanta"

Ktoś z PO powiedział, że Jarosław Kaczyński traktuje rząd i prezydenta jakby to byli przedstawiciele okupanta. Mamy potwierdzenie tego - mówił w Radio TOK FM Wojciech Szeląg, publicysta Polsat News.
Szeląg i publicysta "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz komentowali m.in. nieobecność Kaczyńskiego podczas uroczystości zaprzysiężenia na prezydenta Bronisława Komorowskiego i wywiad dla pis.org.pl, w którym Kaczyński mówi m.in., że "jest rzeczą oczywistą, że za decyzję o usunięciu krzyża odpowiedzialny jest w stu procentach pan Komorowski i to on wprowadza w Polsce zapateryzm, a ja tylko próbuję się temu przeciwstawić".

Cezary Gmyz tłumaczył słowa Kaczyńskiego tak: - Mówimy o uporczywych próbach laicyzacji państwa w Hiszpanii, zapewne to Jarosław Kaczyński miał na myśli. Pomysł, żeby zaczynać prezydenturę od deklaracji usunięcia krzyża spod pałacu jest pomysłem nieszczęśliwym. W pierwszym wywiadzie robi gest wrogi, kto wie czy nie gest wyrachowany. Bo debata o krzyżu przykryła debatę o najważniejszej rzeczy czyli o podatkach. Konstytucja mówi, że polska nie jest krajem świeckim, ale neutralnym światopoglądowo. Proszę dziś przeczytać wywiad z socjologiem z UW, który nazywa Polskę państwem wyznaniowym. Przecież to chore jest. Polska nie jest w żadnym sensie państwem wyznaniowym. Jest państwem w którym religia jest oddzielona od państwa, ale to jest rozdział przyjazny.

Rozmowa dotyczyła też rządowo-kościelnej Komisji Majątkowej, która rozstrzyga wnioski o zwrot kościołowi dóbr należących do skarbu państwa. Jej likwidację postuluje m.in. SLD. Szeląg: - Ktoś powiedział, że Zjednoczenie Chrześcijańsko Narodowe jest najlepszym sposobem dechrystianizacji Polski. Komisja Majątkowa jest dziesięć razy skuteczniejszym sposobem dechrystianizacji. Za parę lat się o tym przekonamy. To nie będzie efekt laicyzacji jak w UE, ale to właśnie efekt tego, hec z krzyżem, nadużywania symboliki religijnej czy komisji majątkowej.

Gmyz odpowiadał, że komisja została ustanowiona jeszcze przed powstaniem Sejmu kontraktowego. - SLD miało wielokrotnie możliwość zmienić to, kiedy sprawowało władzę i miało wystarczająco wiele głosów, żeby zlikwidować komisję. Żadna inna partia się tego zrobić nie odważy - mówił.

Dlaczego prezydenta nie było na zaprzysiężeniu?

- Identyczny gest zrobił Lech Wałęsa nie przychodząc na rozpoczęcie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego - tłumaczył Gmyz. - Jestem w stanie zrozumieć powody dla których on się nie pojawił. Polityczni przyjaciele Bronisława Komorowskiego wiodą prym w bezczeszczeniu pamięci Lecha Kaczyńsiego. Jarosław Kaczyński po pierwszej i drugiej turze wyborów zachował się wobec Komorowskiego bardzo fair. Niestety po tych gestach polityczny przyjaciel Bronisława Komorowskiego nie potrafił się powstrzymać. To jeden z powodów, dla których Kczyńskie się nie pojawił. Ale też nie wymuszał niczego na swoim klubie. Na jedno słowo Kaczyńskiego ławy PiS świeciłyby pustkami, a nie świeciły - mówił.

Publicysta Polsat News odpowiadał: - Nie bardzo widzę bezczeszczenie pamięci Lecha Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński kandydując w wyborach, zdecydował się też przyjąć taki rozwój wydarzeń, że tych wyborów nie wygra. Decydował się na sytuację, że ktoś inny będzie zaprzysięgany, a on będzie to musiał obserwować z zaciśniętymi zębami. Myślę, że Jarosław Kaczyński od dawna wiedział, że będzie się starał zepsuć to święto polskiej demokracji. To uniknięcie szansy zamknięcia pewnego rozdziału polskiej historii, sprzeniewierzeniu się własnym słowom o zakończeniu wojny polsko-polskiej i spychaniu siebie na margines. Bo czy w każdej sytuacji, gdy będą się spotykali Kaczyński z Komorowskim, to Kaczyński będzie wychodził?

Gmyz mówiąc o nieobecności Kaczyńskiego pytał: - Czy rolę polityczną Lecha Kaczyńskiego ogranicza jego nieobecność na zaprzysiężeniu Aleksandra Kwaśniewskiego? Nie zdarzyła się dziś straszna tragedia.

DOSTĘP PREMIUM