Nałęcz o Ossowie: To szacunek dla zmarłych, a nie pomnik Armii Czerwonej

- Skoro domagamy się szacunku dla naszych grobów na Wschodzie, to nie możemy odpłacać brakiem szacunku dla ich grobów - tak prof. Tomasz Nałęcz skomentował w "Sygnałach Dnia" w PR spór wokół budowy pomnika-mogiły żołnierzy armii bolszewickiej w Ossowie. Nałęcz mówił również o "pamięci historycznej", która ma zastąpić "politykę historyczną".
- Ten pomnik grobowy pod Ossowem, to nie jest żadne upamiętnienie Armii Czerwonej, to nie jest żadne upamiętnienie polityki Lenina czy Stalina. To jest biorący się z polskiej tradycji szacunek dla zmarłych, szacunek dla pokonanego wroga - mówił profesor Nałęcz w "Sygnałach Dnia". Odniósł się w ten sposób do sporu wokół budowy pomnika-mogiły żołnierzy armii bolszewickiej, którzy zginęli pod Ossowem w czasie wojny 1920 roku.

Nałęcz, który przyjął propozycję objęcia stanowiska doradcy prezydenta do spraw historii i dziedzictwa narodowego, zwrócił uwagę, że pamięć historyczna ma także wymiar międzynarodowy. Przejawia się on między innymi w poszanowaniu grobów żołnierzy obcych wojsk na terytorium Polski. Jak podkreślił, pomnik w Ossowie, "to jest grób, pomnik nagrobny". - Moim zdaniem bardzo ładny - dodał.

W odpowiedzi na argumenty przeciwników projektu o "stawianiu pomnika najeźdźcom", zwrócił uwagę, że podobną argumentacją o "polskich najeźdźcach" posługują się niektóre środowiska ukraińskie, występujące przeciwko kwaterze Orląt na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. - W dziejach wojen zawsze jest tak, że są dwie strony. Dla tej strony, która się broni, ta druga jest najeźdźcą - tłumaczył Nałęcz.

- Skoro domagamy się szacunku dla naszych grobów na Wschodzie, to nie możemy odpłacać brakiem szacunku dla ich grobów - powiedział.

Pomysłodawcą projektu pomnika-mogiły była Kancelaria Prezydenta. Do odsłonięcia 15 sierpnia jednak nie doszło z powodu sprzeciwu części okolicznych mieszkańców.

"Polityka pamięci" zamiast "manipulacji historycznej"

Nałęcz przyznał, że tak jak prezydent Komorowski woli mówić o "polityce pamięci", a nie o "polityce historycznej". - Pojęcia historii i polityki trochę się ze sobą kłócą. Historia dokonała się, trzeba ja uczciwie opisać, nie manipulować. Polityka (w dobrym lub złym tego słowa znaczeniu) jest pewną manipulacją - mówił Nałęcz. - Całe dzieje wypełnione są taką polityką historyczną, tzn. manipulacją historyczną. Gdzie się używa historii do protegowania obecnych interesów politycznych - tłumaczył.

- Prezydent jest wrażliwy na taką próbę manipulowania - dodał. Zdaniem profesora Nałęcza w ostatnich latach "nie brakowało nadużywania historii w ramach polityki historycznej".

- Skuteczna polityka pamięci to polityka szanująca różne pamięci w społeczeństwie - powiedział Nałęcz. Przestrzegał też przed "dyktatem jednej grupy nad innymi i używania przeszłości jako maczugi do wzajemnego okładania się". - Prezydent musi używać historii jako elementu budowania zgody, a podstawowym warunkiem jest szanowanie tych różnych pamięci - dodał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM