"To wywody ignoranta". Ekspert lotniczy o domysłach Kaczyńskiego na temat katastrofy

- Przy tak silnym uderzeniu pasażerowie nie mieli szans na przeżycie, samolot to nie kosiarka do drzew, a domysły Jarosława Kaczyńskiego to wywody ignoranta - mówi w wywiadzie dla "Polityki" dr inż. Juliusz Werenicz, b. szef zespołu wojskowych pilotów doświadczalnych i b. szef komisji badania wypadków lotniczych.

Więcej w serwisie Polityka.pl "Kaczyński plecie bzdury" >>>



Swoje teorie na temat smoleńskiej katastrofy Jarosław Kaczyński przedstawił w sobotniej rozmowie z portalem blogpress.pl. Twierdzi w nich nim m.in., że Tu-154 jako sowiecka konstrukcja, która powstała przez przerobienie z bombowca, nie powinien ulec takim zniszczeniom przy uderzeniu w ziemię. Serwis internetowy tygodnika "Polityka" poprosił o skomentowanie tych słów dr inż. Juliusza Werenicza, byłego szefa zespołu wojskowych pilotów doświadczalnych i byłego szefa komisji badania wypadków lotniczych (latał na ponad 30 typach samolotów, m.in. na Tu-154. Spędził za sterami ponad 6 tys. godzin).

- TU-154 to nie kopia bombowca, to raczej kopia boeinga 727, jednego z pierwszych z serii odrzutowych, pasażerskich maszyn wyprodukowanych przez tę amerykańską firmę. Tupolewa od zachodnich maszyn wyróżniało jedynie to, że miał trochę mocniejsze podwozie i skrzydła, które miały wytrzymać lądowanie na radzieckich lotniskach o nie zawsze równych nawierzchniach - mówi Werenicz.

Samolot "to nie jest kosiarka do drzew"

Ekspert skomentował również wypowiedź prezesa PiS, że "ze względu na szczególnie silną konstrukcję tego samolotu on powinien pościnać drzewa i sobie poradzić". - Nie znam takich sytuacji, by uderzenie w drzewo nie spowodowało bardzo poważnych uszkodzeń. Były nawet przypadki, że samoloty myśliwskie, o dużo mocniejszej konstrukcji, ulegały destrukcji po zderzeniu z drzewem. Skrzydło jest delikatne, ma walczyć z powietrzem, a nie z przeszkodami. To nie jest kosiarka do drzew - mówi Werenicz.

Dodaje również, że skala uszkodzeń zależy od prędkości - im jest wyższa, tym zderzenie bardziej destrukcyjne dla skrzydła - oraz od odległości od kadłuba. W prezydenckim Tupolewie - zdaniem dr Werenicza - fragment skrzydła odpadł, bo w tym miejscu, w które uderzyło drzewo jest ono bardzo słabe - w środku puste bo tam znajduje się zbiornik paliwa.

Słowa Kaczyńskiego to "wywody ignoranta"

Ekspert odniósł się również do słów prezesa PiS, że nawet przy awaryjnym lądowaniu w smoleńskim lesie część pasażerów powinna była przeżyć, a zniszczenia nie powinny być tak duże.

- To wywody ignoranta. Pod Smoleńskiem nie było awaryjnego, zaplanowanego lądowania w lesie, tylko podejście do normalnego lądowania, a to zasadnicza różnica. Przy tym pierwszym manewrze pilot maksymalnie zmniejsza prędkość, by w razie zderzenia zniszczenia były jak najmniejsze - m.in. daje pełne wychylenia klap. Gdyby Tupolew rzeczywiście lądował awaryjnie, istniałaby szansa na ocalenie części pasażerów. Ale nie podczas zwykłego podejścia, podczas którego dochodzi do zderzenia z przeszkodą. Wtedy jest masakra. Przypominam - samolot leciał powyżej 300 kilometrów na godzinę, a tuż przed uderzeniem pilot nie tylko, że przyspieszył, to jeszcze gwałtownie ściągnął ster. Praw fizyki się nie oszuka - mówi dr inż. Juliusz Werenicz.

DOSTĘP PREMIUM