"Spytałabym go, czemu robi ludziom krzywdę". Trzy pytania do Henryki Krzywonos

Pytanie do Jarosława Kaczyńskiego: "Czemu robi ludziom krzywdę?" Jak żyć, by dzieci były z nas dumne? - Zawsze byłam przy moich dzieciach, nigdy ich nie oszukałam. I uczyłam: trzeba mówić prawdę. Nawet najgorszą... - mówi w rozmowie z Wojciechem Tochmanem Henryka Krzywonos-Strycharska.


Wojciech Tochman: Obiecałem słuchaczom, że zadam pytania od słuchaczy i mam dwa, jedno jest bardziej...

Henryka Krzywonos: Proszę się nie krępować, na każde odpowiem.

Dobrze, zatem walę pierwsze: gdyby pani mogła o coś zapytać Jarosława Kaczyńskiego i byłby pani pewna, że uzyska pani 100% szczerą odpowiedź, to o co by Pani zapytała?

Spytałabym go, czemu ludziom robi krzywdę. U nas w Gdańsku rozwiązał PiS i narobił ludziom krzywdy. Jest tuż przed wyborami i ci ludzie w rezultacie nie mają skąd pójść do wyborów. To jest bardzo przykra sytuacja. Ja poniekąd czuję się winna. Wyobrażam sobie, że to się stało po tym, kiedy powiedziałam, że moi koledzy z PiS gratulowali mi. Bo tak było. Ale to niekoniecznie byli to ludzie z Gdańska. Spytałabym go, dlaczego to zrobił.

Myśli Pani, że odpowiedziałby Pani szczerze?

Myślę, że nie odpowiedziałby. Bo taki ma charakter.

Drugie, milsze pytanie: jak żyć, jak wychowywać dzieci, żeby dorosłe powiedziały nam, że są z nas dumne?

Wychowałam 12 dzieci i kiedy wszystkie rzeczy zaczęły się dziać koło mnie, to moje dzieci dzwoniły do mnie i mówiły: "Mamo, jesteśmy z tobą. Mamo, nie denerwuj się. Kochamy cię. Co by nie było, nie przejmuj się i tak dalej...". Starałam się być zawsze przy nich. Nigdy ich nie oszukałam. Zawsze, jeśli mówiłam, to mówiłam prawdę. Nawet najgorszą. I uczyłam ich tego również: że najgorsze, a prawda. Że wszystko może się zdarzyć, ale trzeba mówić prawdę. Uczyłam ich trzech słów: proszę, dziękuję, przepraszam. To są najważniejsze słowa w moim życiu.

Nie było jakichś spraw tylko dla dorosłych? Że dzieci o tym nie powinny słuchać? Czy dzieci wiedzą w domu o wszystkim?

U nas w domu były rzeczy dla dorosłych. Kiedy się z mężem sprzeczałam - a sprzeczałam się najczęściej o dzieci - to czasem były to rzeczy dla dorosłych. Wtedy, kiedy nasze dzieci spały, my żeśmy ze sobą dyskutowali. Natomiast kiedy dzieci nie spały, staraliśmy się im pokazać wszystko w domu. I stało się to bardzo szybko. Moje dziecko miało wtedy 14 lat. My żeśmy z mężem odkładali pieniądze w koperty: co trzeba zapłacić, co zrobić... W pewnym momencie moje dziecko usiadło i powiedziało: "Mamo! My płacimy za wodę i za wywóz śmieci? No też coś!". Wtedy wpadłam na pomysł, że jednak trzeba z dziećmi rozmawiać, mówić im o wszystkim. Kiedy odkładaliśmy pieniądze, to nasze dzieci siedziały, patrzyły. Kiedy rozmawialiśmy o czymkolwiek, to moje dzieci były. Uświadamiałam je, mówiłam co z czym trzeba zrobić. Kiedy dziewczyny dochodziły do takiego wieku, że trzeba było im powiedzieć co z czym i jak, to ja siadałam i mówiłam bez krępacji. Co trzeba zrobić, jak trzeba. Powiedziałam "Słuchaj, jeśli by się zdarzyła ciąża, to pamiętaj o tym, że ja nie będę zadowolona, ale nie wyrzucę cię z domu, nie będę Cię wyzywać...

Uprzedzała Pani różne niespodzianki, które życie może przynieść?

Oczywiście. Starałam się im to wszystko wytłumaczyć, pokazać, że to może będzie wszystko w porządku, że nie ma spraw skomplikowanych aż tak, żeby nie było wyjścia z tego. Udało mi się to dobrze. Dziś mam dorosłe dzieci i moje dzieci są w porządku. Jestem z nich dumna.

Myślę, że autor tego pytania jest usatysfakcjonowany pani odpowiedzią, a ja pozwolę sobie na pytanie od siebie. Pani protestuje, kiedy się o pani mówi, że pani jest odważna, że pani była odważna, że pani jest bohaterką... Czy może się pani nam przyznać do jakiejś jednej czy dwóch wad, które pani ma, a o których nikt nie wie.

Wszyscy wiedzą jaka jestem. Jestem krzykliwa. Jakie ja mam wady? Nie wiem, nie wiem... Boże, no... Nie daję sobą kierować mężowi, przypuśćmy. Mój mąż mówi, że to wada.

A pani uważa, to za wadę?

A ja uważam, że to normalne. W domu żyjemy tak, że się dogadujemy ze wszystkimi razem, to nie ma takich problemów. Czy ja mam wady? Pewno, że mam. Jak każdy jeden człowiek. Nie jesteśmy bez wad, nie jesteśmy świeci, robimy całą masę różnych rzeczy, ja też robię różne głupoty.

DOSTĘP PREMIUM