"Nie mam sobie nic do zarzucenia" - Marcin Dubieniecki odpowiada na zarzuty

- To kolejny żenujący artykuł. Nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - powiedział TOK FM Marcin Dubieniecki. To odpowiedź na artykuł "Super Expressu". Gazeta zarzuciła mężowi Marty Kaczyńskiej, że wziął pieniądze za przygotowanie wniosku o ułaskawienie. A to prezydent podejmuje decyzję o ułaskawieniu.
Konflikt interesów? Zięć Lecha Kaczyńskiego zabiegał o ułaskawienie przestępcy. Przeczytaj

Marcin Dubieniecki ostro odpowiada na tekst w "Super Expressie". - To kolejny żenujący artykuł. Nie wyrażam zdziwienia, bo pojawia się on w momencie, w którym próbuje się odwrócić uwagę od rzeczy ważnych, które są w państwie, poprzez zaśmiecanie pierwszych stron gazet informacjami, które nie mają żadnego znaczenia - mówił w rozmowie z TOK FM.



Zdaniem prawnika nie ma żadnych podstaw do zarzucenia mu nieetycznego zachowania. - Przede wszystkim nie brałem pieniędzy za jakąkolwiek obietnicę ułaskawienia, ale za rzetelnie wykonaną prace na rzecz klienta. Było dla mnie oczywistą sprawą, że byłby konflikt interesów, gdybym to ja składał wniosek - a to klient sam składał wniosek. Trudno mi mówić o konflikcie - wyjaśniał Dubieniecki.

- Przy takim wnioskowaniu z artykułu znaczyłoby, że ja w ogóle nie mógłbym wykonywać tego zawodu. Mając za teścia prezydenta RP najlepiej byłoby gdybym sprzątał ulice, a nie wykonywał zawód. Nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - dodał.

Sprawa Krzysztofa S.

Jak informuje "SE" sprawa zaczęła się przed dwoma laty, w 2008 roku. Wtedy do więzienia w Kwidzynie, gdzie prowadzą kancelarię Marcin Dubieniecki i jego ojciec, trafił skazany na 11 lat odsiadki Krzysztof S. Jeden ze współwięźniów miał mu polecić usługi Dubienieckich. - Dubieniecki sprawiał wrażenie pewnego siebie. Od samego początku zapewniał mnie, że dzięki tym pismom wyjdę na wolność - mówi gazecie Krzysztof S. Mężczyzna obecnie odsiaduje karę w zakładzie karnym w Warszawie.

Marcin Dubieniecki nie pamięta szczegółów sprawy Krzysztofa S. - Nie pamiętam, kiedy prowadziłem te sprawę. Mam tyle spraw w kancelarii, że trudno mi powiedzieć kiedy to było. Na przestrzeni ostatnich 3-4 lat złożyłem do Sądu Rejonowego w Kwidzynie może z 50 próśb o ułaskawienie - powiedział w rozmowie z TOK FM.

Przypomnijmy, że kancelaria Dubienieckich pojawiała się też w sprawie wyłudzenia 12 mln zł z wrocławskiego oddziału SKOK.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM