Rada Adwokacka sprawdzi, czy Dubieniecki postępował zgodnie z etyką

Jeżeli potwierdzi się, że kancelaria adwokacka Marka Dubienieckiego jedynie przygotowała pisma w sprawie u ułaskawienie, nie ma konfliktu interesów - tłumaczy w rozmowie z TOK FM dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku Jerzy Glanc. Rada poprosiła kancelarię o pisemne wyjaśnienia.
"Super Express" napisał w poniedziałek, że adwokat Marcin Dubieniecki (mąż Marty Kaczyńskiej) i kancelaria jego ojca Marka Dubieneckiego wzięli pieniądze za przygotowanie wniosku o ułaskawienie przestępcy.

"Musimy odróżnić dwie sytuacje"

- Musimy odróżnić dwie sytuacje: jedna, gdy adwokat podejmuje się prowadzenia sprawy i występuje w imieniu klienta o ułaskawienie. Druga: gdy zostaje poproszony o poradę i przygotowanie pism potrzebnych do zainicjowania sprawy o ułaskawienie - tłumaczy dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej Gdańsku Jerzy Glanc. - Z artykułu wynika, że mieliśmy do czynienia z tą drugą sytuacją. Jeżeli to się potwierdzi, to nie ma konfliktu interesów. Osoba, która rozpoznaje dany wniosek nie musi wiedzieć, kto go przygotował. Tam nie ma ani pełnomocnictwa ani w treści wniosku informacji o tym, że przygotował go konkretny adwokat - dodaje.

Dziekan Glanc przyznaje jednak, że trzeba się sprawie przyjrzeć. - Ta sytuacja będzie wymagała przez nas sprawdzenia i w zależności od wyników będziemy podejmowali konkretne decyzje. Na pewno jest tak, że adwokat powinien unikać sytuacji, które by odważały zaufanie do zawodu adwokackiego - dodaje po chwili.

- Jeżeli działanie adwokata wykraczało ponad standardy i dopuszczalną przepisami prawa aktywność w tej sprawie, na pewno byłoby to naganne i musiałoby to spowodować reakcję dyscyplinarną - mówi dziekan Glanc. I zastrzega: Przed ostatecznym zbadaniem sprawy nie mogę stwierdzić czy ta sytuacja narusza normy etyczne czy nie narusza.

"Nie mam sobie nic do zarzucenia"



- Nie mam sobie nic do zarzucenia - powiedział w rozmowie z TOK FM Marcin Dubieniecki. - Przy takim wnioskowaniu z artykułu znaczyłoby, że ja w ogóle nie mógłbym wykonywać tego zawodu. Mając za teścia prezydenta RP najlepiej byłoby gdybym sprzątał ulice, a nie wykonywał zawód. Nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - dodał.

- Nie pamiętam, kiedy prowadziłem tę sprawę. Mam tyle spraw w kancelarii, że trudno mi powiedzieć, kiedy to było. Na przestrzeni ostatnich trzech-czterech lat złożyłem do Sądu Rejonowego w Kwidzynie może z 50 próśb o ułaskawienie - powiedział.

DOSTĘP PREMIUM