"Żałuję tych słów". Radziszewska przeprasza Śmiszka

- Żałuję tych słów i przepraszam go za to - mówiła Elżbieta Radziszewska tłumacząc się w Sejmie przed dziennikarzami z tego, że wytknęła wczoraj w telewizji swemu rozmówcy, iż jest gejem. Wyjaśniała też, że ws. jej wywiadu dla "Gościa Niedzielnego" "zaszło nieporozumienie". - Nie zgadzam się z zarzutami o homofobię - dodała.
We wtorkowym "Dzień Dobry TVN" rozmówcą Radziszewskiej był Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Rozmawiali o jej wypowiedzi dla "Gościa Niedzielnego" - powiedziała m.in. że katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia nauczycielce-lesbijce.

Śmiszek oponował twierdząc, że prawo europejskie i nasz kodeks pracy zabraniają pytać o orientację seksualną pracownika. Ale Radziszewska upierała się, by każdy przypadek rozpatrywać indywidualnie i - argumentując to - poinformowała widzów o orientacji seksualnej swego rozmówcy.

- Żałuję tych słów, ponieważ pana Śmiszka poznałam jako osobę, która nie kryła swojej orientacji i to spotkanie nie było spotkaniem prywatnym, tylko związanym z moją funkcją. On dziś sam potwierdził, że sprawa jego orientacji była znana publicznie. Niemniej jednak żałuję tych słów i przepraszam go za to - powiedziała dziś w Sejmie.

Przyznała, że osobiście nie przeprosiła Śmiszka. - Nie miałam okazji, ale przeprosiłam publicznie - powiedziała dodając, że nie chciała swojemu rozmówcy "zrobić przykrości".

Wczorajsza wypowiedź Radziszewskiej wywołała oburzenie - do południa do grupy "Radziszewska musi odejść" dołączyło 2,8 tys. użytkowników Facebooka. Z kolei już wczoraj rzecznik Lewicy Tomasz Kalita zapowiedział, że jego klub będzie domagać się w Sejmie odwołania minister ds. równego traktowania za jej wypowiedź dla "Gościa Niedzielnego". Zdaniem SLD, dowodzi on, że Radziszewska nie nadaje się do pełnienia tej funkcji. Młodzieżówka SLD w liście do RPO oskarżyła ją wczoraj o homofobię.

Wniosek o odwołanie? "Cieszę się, bo jest okazja powiedzieć, co robię"

- To teza nieprawdziwa. Bronię osób dyskryminowanych z różnych powodów - orientacji seksualnej, religii, rasy. Nie wszystkie te rzeczy idą ze osoba w zgodzie zwłaszcza, gdy ktoś prezentuje skrajnie radykalnie poglądy na różne sprawy związane z pojmowaniem różności - tak Radziszewska broniła się dziś na sejmowym korytarzu. - Nie zgadzam się z zarzutami o homofobię - dodała.

Powiedziała, że reakcja SLD na wywiad w "Gościu Niedzielnym" jest - wbrew pozorom - korzystna dla jej pracy, o której rzadko słychać w mediach. - Bardzo się cieszę, bo jest okazja powiedzieć, co robię - stwierdziła.

Odnosząc się do samego wywiadu podkreśliła, że - jej zdaniem - "doszło do nieporozumienia" i że nikt nie może stracić pracy ze względu na swoją orientację seksualną.

Przyznała, jednak że instytucje związane z Kościołem mają prawo odstąpić od zasady równości w traktowaniu podwładnych bądź kandydatów na pracowników, jeśli miedzy nimi a daną instytucją zachodzi konflikt wartości: - Przy tej generalnej zasadzie obowiązuje - zgodnie z prawem UE - bardzo wąskie wyłączenie, które mówi, że osoba zatrudniona w związku wyznaniowym czy instytucji religijnej, czy instytucji która działa wedle etyki danego związku wyznaniowego musi być lojalna wobec tej etyki.

Jak podkreśliła, nie dotyczy to tylko przypadków związanych z orientacją seksualną, ale może dotyczyć też np. rozwiedzionych żyjących w kolejnym związku. - To sprawa absolutnie szeroka i każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualne - dodała powtarzając swoją argumentację z "Dzień Dobry TVN".

Nie odniosła się jednak do argumentu Śmiszka, że sprawy takie jak orientacja seksualna powinny - według prawa - być w ogóle poza zainteresowaniem pracodawców.

Radziszewska zapowiedziała jednak, że gdyby słyszała o sprawie wyrzucenia z pracy z powodu orientacji seksualnej, zaangażowałaby się w obronę jej praw. - Nie słyszałam o takim przypadku: nikt się do mnie nie zgłosił, ani nie przeczytałam o tym mediach - dodała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM