Bielecki: "Nie poszedłbym do Radia Maryja, nie jestem dla nich atrakcyjnym partnerem"

PRZEGLĄD PRASY. - Ci słuchacze Radia Maryja, którzy myślą patriotycznie i uważają się za centroprawicę, mogą sami podjąć decyzję, czy kandydat taki jak ja, warszawiak od paru pokoleń, który określa się jako polski Żyd, im odpowiada - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Czesław Bielecki, architekt, kandydat na prezydenta Warszawy.
Bielecki w wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" przedstawia się jako kandydat bezpartyjny. - Ustaliliśmy, że będę niezależny i samorządny - mówi o swoich uzgodnieniach z Jarosławem Kaczyńskim. Unika jednak innych pytań o Prawo i Sprawiedliwość i Jarosława Kaczyńskiego. Czy jest mu to obojętne? - Nie jest mi to obojętne. Ale to ma się nijak do polityki miejskiej. Jestem zawodowcem. Chcę mówić o mieście, a zbaczamy na inne tematy, czy mam ładną buzię - odniósł się do pytania dziennikarki, która przypomniała słowa prezesa PiS, że Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyljusz zostali skierowani do sztabu, bo "mają ładne buzie".

"Nie poszedłbym do Radia Maryja"

Bielecki stwierdził, że nawet gdyby został zaproszony do Radia Maryja, to by do niego nie poszedł, bo "ze względów światopoglądowych nie jestem dla nich atrakcyjnym partnerem". - Ci słuchacze Radia Maryja, którzy myślą patriotycznie i uważają się za centroprawicę, mogą sami podjąć decyzję, czy kandydat taki jak ja, warszawiak od paru pokoleń, który określa się jako polski Żyd, im odpowiada. Jeśli uznają, że Hanna Gronkiewicz-Waltz, która uczestniczyła w Ruchu Odnowy w Duchu Świętym i była gorliwym katolikiem, jest lepszą kandydatką, mogą na nią głosować. Żyjemy w wolnym kraju - mówi Bielecki.

Co dla stolicy? "Obiecuję..."

- Zgodnie z prawem każda decyzja administracyjna ma być wydawana bez zbędnej zwłoki, nie dłużej niż w 30 dni, a w przypadkach skomplikowanych w 60. A praktyka jest taka, że bardzo wiele bardzo poważnych decyzji, nawet tych, które miasto wydaje samo sobie, jest wydawanych po roku, a nawet półtora - mówi Bielecki. I dodaje: - Obiecuję, że w ciągu pierwszych 200 dni mojej kadencji wdrożę takie normy postępowania w administracji miejskiej, żeby te decyzje zapadały w ciągu 30 dni, najdalej - 60. Po prostu odwrócę zasady: to nie obywatel będzie biegał między biurkami, by skoordynować decyzję, lecz skłonię do tego urzędników.

Uważa również, że w Warszawie brakuje podziemnych parkingów publicznych. Taki mógłby powstać np. pod ulicą Emilii Plater. Bielecki przypomniał, że miasto już opłaciło taki projekt, ale zaniechało jego realizacji.

Cały wywiad w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM