PiS: dymisja. PO: burza z niczego, minister słuchał szumów

- Gdyby minister był człowiekiem honoru sam by się podał do dymisji. Ale ujdzie mu to na sucho, bo jest z PO - mówi o ministrze sprawiedliwości Krzysztofie Kwiatkowskim szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. - To burza z niczego, minister słuchał szumów - odpowiadał Andrzej Halicki z PO.
Sprawa odsłuchania przez ministra sprawiedliwości fragmentów nagrań z "czarnych skrzynek" rozbitego Tu-154 była jednym z tematów audycji "Siódmy Dzień Tygodnia" w Radiu ZET. Prokuratura wojskowa twierdzi, że minister nie miał zgody na odsłuchanie fragmentów. Sam minister twierdzi, że w Instytucie Ekspertyz Sądowych nie słuchał nagrań z kokpitu, lecz "materiału poglądowego", który "nie był związany z toczącym się postępowaniem".

"Minister odnotował wpadkę, która wzięła się z jego pustoty"

PiS domaga się dymisji ministra, ale poseł Błaszczak przewiduje, że do niej nie dojdzie. - Gdyby był z PiS, to byłoby tak jak ze Zbigniewem Ziobrą, któremu uchylano immunitet dlatego, że jako prokurator generalny pokazał Jarosławowi Kaczyńskiemu materiały dotyczące śledztwa. Teraz minister sprawiedliwości zapoznawał się z materiałami, które są objęte postępowaniem prokuratorskim. Gdyby był człowiekiem honoru sam by się podał do dymisji - mówił Błaszczak.

Poseł PO Andrzej Halicki twierdzi, że sprawa jest "burzą z niczego", a minister jedynie "słuchał szumów". - Do Krakowa pojechał nie w celu odsłuchiwania, lecz otwarcia budynku sądu apelacyjnego z kwotą na wsparcie Instytutu Ekspertyz Sądowych. Miał możliwość rozmowy z panią, która pracuje nad odszumianiem materiałów. Kwiatkowski był uczestnikiem pokazu, który zorganizował Instytut - mówił Halicki.

Stanisław Żelichowski z PSL uważa, że zwyciężyło stare przyzwyczajenie, gdy minister sprawiedliwości był równocześnie prokuratorem generalnym. - Powinien zwiedzić Instytut, ale słuchać tego nie powinien. Ale to nie powód do dymisji - mówił Żelichowski.

Doradca prezydenta Komorowskiego Tomasz Nałęcz również uważa, że do dymisji nie powinno dojść: - To co proponuje poseł Błaszczak, to próba leczenia kataru za pomocą amputacji nosa - mówił Nałęcz. - Minister odnotował wpadkę. To się wzięło z jego pustoty, chciał się pochwalić przed dziennikarzami. Ale to nie jest powód do dymisji.

Z Nałęczem zgadzał się poseł SLD Marek Wikiński: - To nie jest grzech śmiertelny, ale to grzech ciężki. Show było robione po to, żeby ludzie mieli wrażenie, że rząd naciska, żeby śledztwo było jak najszybciej zakończone.

"O ile pamiętam, w Biblii nie ma zapisu zabraniającego in vitro"

Goście "Siódmego Dnia Tygodnia" rozmawiali też, o słowach przewodniczącego Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. bioetycznych abp. Henryka Hosera, który stwierdził, że "posłowie, którzy świadomie poprą ustawy dopuszczające metodę in vitro, mrożenie i selekcję zarodków, automatycznie będą poza wspólnotą Kościoła".

Stanisław Żelichowski komentował, że zagadnienie in vitro jest częścią polityki społecznej. - Poseł ma obowiązek zabierać głos. W sprawach wiary trzeba się słuchać wikarego, w sprawach polityki poruszać się w ramach własnego rozumu - mówił. Jego zdaniem klub PSL będzie w sprawie głosowania podzielony "pół na pół". Nie będzie dyscypliny.

Poseł Błaszczak zapewniał, że dyscypliny w głosowaniu nie będzie także w PiS. - Papież jednoznacznie się w tej sprawie się wypowiadał. Abp Hoser w konsekwencji takie stanowisko zajmuje. Ja jestem człowiekiem wierzącym, przestrzegam nauki Kościoła. Będę przeciw - deklarował. Mając na myśli prezydenta Komorowskiego, który jest zwolennikiem in vitro, Błaszczak mówił też o "hipokryzji niektórych polityków". - Prezydent w kampanii wyraźnie się odwoływał do poparcia księży, a gdy przyszło do realizacji swojej misji politycznej, okazuje się, że nauka kościoła nie jest realizowana w pełni - mówił.

Zdaniem Tomasza Nałęcza "próby politycznego dyscyplinowania posłów przez duchownych nie są zgodne z zasadą przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa". - Kościół uzurpuje sobie prawo dyktowania parlamentowi rodzaju stanowienia prawa. To jest niebezpieczne. To w historii po wielokroć było i się zawsze źle dla Kościoła kończyło - mówił Nałęcz.

Marek Wikiński zapewniał, że SLD w całości będzie popierał proponowane rozwiązania. - O ile pamiętam, w Biblii nie ma zapisu zabraniającego in vitro - przekonywał.

Przedstawiciel PO Andrzej Halicki twierdzi, że głosy sprzeciwy wynikają z niezrozumienia proponowanych zapisów. - Niezgoda bp Hosera dotyczyła niszczenia zarodków. Myślę, że ekskomunika nie wchodzi w grę. Zdanie biskupa wynika z niezrozumienia ustawy. Jest możliwe kompromisowe rozwiązanie, w którym nie dochodzi do niszczenia zarodków, a sama ustawa jest niezbędna - mówił Halicki.

"Na szczęście pytać ciągle można"

Prowadząca program Monika Olejnik pytała o sprawę podnoszoną przez Antoniego Macierewicz, który twierdził, że doszło do wycieku ze środkowego silnika. Potem okazało się, że była to kałuża wody - pozostałość po myciu samolotu. Rozmowa dotyczyła też publikacji "Gazety Polskiej" i "Naszego Dziennika", które nie podając dowodów twierdziły, że jeden z funkcjonariuszy BOR już po katastrofie miał dzwonić do żony twierdząc, że "dzieją się tu rzeczy straszne". Żona oficera stanowczo zaprzeczyła.

Błaszczak: - Na szczęście pytać ciągle można. Program "Misja specjalna" w TVP pokazał, jak funkcjonariusz wybijał okna w Tu-154. Myślę, że okna są ważniejsze niż woda. To świadczy, że śledztwo w tej sprawie jest prowadzone w sposób karygodny.

Odpowiadał mu poseł Halicki: - Jeśli ktoś stawia pytanie, czy ktoś przeżył, czy prawdą jest, że zamach jest prawdopodobny, to są pytania które mają wprowadzać do opinii publicznej bzdurne insynuacje jako tezy. Nie ma dnia, żeby nie było szkalowania władz, prokuratury, komisji.

Natomiast Nałęcz przywoływał sprawę posła Palikota, który też mówił o jednej z ofiar katastrofy: - Mierzmy te zjawiska tą samą miarą. Gdy Palikot się wygłupił mówiąc, że widziano posła Gosiewskiego żywego, toście go wdeptali w ziemię. Ale gdy "Nasz Dziennik" i "Gazeta Polska" robią to samo pisząc, że oficer przeżył, to wy mówicie "trzeba uwzględnić wszystkie okoliczności", "pan poseł Macierewicz patrzy na ręce" - mówił Nałęcz.

"Michnik zapłacił pięknym za nadobne"

Komentując wczorajsze słowa Jarosław Kaczyńskiego, który na konwencji samorządowej PiS mówił, że Polacy są republikanami poseł SLD Marek Wikiński mówił: - Jeśli to było odniesienie do Ameryki, to ja jestem demokratą, a pan prezes Kaczyński przeżywa chyba jakieś odmienne stany świadomości. Zachowuje się niczym kameleon. W kampanii prezydenckiej był socjalistą, w kampanii samorządowej jest republikaninem. Aż strach pomyśleć, kim będzie w kampanii parlamentarnej w przyszłym roku. Myślę, że odmienne stary świadomości po zakończeniu leczenia ustaną na zawsze.

Goście komentowali też słowa Adama Michnika, który w wywiadzie dla "Wprost" porównał partię Jarosława Kaczyńskiego do Komunistycznej Partii Polski i zarzucił PiS, że jest opozycją antysystemową i antypaństwowa.

Błaszczak odpowiadał: - To kolejny głos w nagonce. Ja się do tego przyzwyczaiłem. Panowie udajecie, że nic nie rozumiecie. Chcecie tylko rozmawiać o bzdurach.

Zdaniem Tomasza Nałęcza pogląd Michnika jest "przerysowany, ale w słusznej sprawie". - Są zachowania lokujące PiS jako partię antysystemową. Bojkotowanie urzędu prezydenta, niebywanie na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego, kontaktowanie się w sprawie polityki zagranicznej z ambasadorami obcych państw, nieuznawanie działań prokuratury. Działalność antysystemowa polega na kwestionowaniu tego co jest normalne w państwie i konstruowaniu swojego, równoległego kanału komunikacji. I to chciał Adam Michnik powiedzieć. Myślę, że odreagował też obrzydliwe insynuacje prezesa Kaczyńskiego mówiącego o "Gazecie Wyborczej" i nim samym, że to bezpośrednia kontynuacja KPP. Michnik zapłacił pięknym za nadobne. Trochę przesadził, ale podzielam jego pogląd - mówił Nałęcz.

Zdaniem Halickiego Jarosław Kaczyński "w sposób konsekwentny przeciwstawia się instytucjom państwa polskiego, ale też przeciw samemu państwu". - Kaczyński usiłuje podzielić Polaków na tych, którzy się identyfikują z państwem polskim i takich, którzy się nie identyfikują. Towarzyszy temu zjawisko namawiania Polaków do niesubordynacji wobec państwa polskiego i prawa. To nieprawość i duża niesprawiedliwość - mówił Halicki.

Błaszczak odpowiadał: - Halicki ma krótką pamięć. Donald Tusk w styczniu 2006 roku wprost mówił o nieposłuszeństwie obywatelskim. Druga wypowiedź pana Tuska z sierpnia 2007 roku, kiedy to przewodniczący Tusk mówił o tym, że trzeba wziąć pochodnie i pójść na Pałac Prezydencki. To były antypaństwowe wypowiedzi, które podważały legalnie rządzącą wówczas władzę, ale poseł Halicki nie pamięta tego i tworzy wydumane i nieprawdziwe teorie. [W rzeczywistości Tusk nawołując do samorozwiązania Sejmu powiedział wtedy: "Jeśli państwo wierzycie, że wybory nie będą wolne, to już teraz powinniście pójść z pochodniami na Pałac Prezydencki. Jedyna szansa na zmianę sytuacji to samorozwiązanie Sejmu i powołanie po wyborach dobrego rządu" - red.].

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
PiS: dymisja. PO: burza z niczego, minister słuchał szumów
Zaloguj się
  • ada-07

    0

    Episko-pata,Henryk Hoser, stwierdził, że "posłowie, którzy świadomie poprą ustawy dopuszczające metodę in vitro, mrożenie i selekcję zarodków, automatycznie będą poza wspólnotą Kościoła".
    Czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, ze jest to perfidny szantaż.
    Czy jest nadzieja, że wierzący posłowie nie ulękną się ekskomuniki? Są pewne przesłanki, że nie wszyscy się ulękną- np. poseł Żelichowski wyraźnie oddziela wiarę od rozumu. Brawo, panie pośle!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX