Napad na prezydenta Mysłowic? Nie, to mistyfikacja i przedwyborczy chwyt

Proces prezydenta Mysłowic Grzegorza Osyry oskarżonego o sfingowanie napadu na samego siebie w 2003 roku, po to by zyskać poparcie wyborców, dobiega końca. W piątek mowy końcowe mają wygłosić prokurator i obrońca.
Podczas ostatniej rozprawy biegły z zakresu medycyny sądowej wezwany na wniosek prokuratora, wykluczył by Grzegorz Osyra z powodu odniesionej rany mógł zasłabnąć. Powiedział też, że nie można potwierdzić by upadł na twarde podłoże, bo zgodnie z dokumentacją medyczną nie odniósł innych obrażeń. Półtora centymetrowa rana, zadana w okolicach obojczyka, w żaden sposób nie stwarzała też zagrożenia dla życia.

- Zeznania biegłego utwierdziły mnie w przekonaniu, że do napadu nie doszło, a całe zdarzenie było mistyfikacją - powiedział TOKFM prokurator Piotr Wolny.

Ale prezydent Mysłowic o wyrok jest spokojny i dobry humor go nie opuszcza.

- Wyrok może być tylko jeden: uniewinnienie. Z całą pewnością był to napad - zapewnia Osyra i na pytanie reporterki TOKFM o najbliższe wybory odpowiada: - Obiecałem, że wygram te wybory.

Za zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie i składanie fałszywych zeznań grozi mu do trzech lat więzienia.

DOSTĘP PREMIUM