"Prezydent nie przyjechał na pogrzeb występować"

Dobrze, że prezydent Komorowski nie przemawiał na pogrzebie zamordowanego działacza PiS - ocenia Jan Lityński. Doradca prezydenta ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi powiedział też w radiowych Sygnałach Dnia, że polskie partie działają "jak przedsiębiorstwa".
Lityński uważa, że w trakcie uroczystości pogrzebowych zamordowanego działacza PiS Marka Rosiaka doszło do niepotrzebnych, politycznych przemówień. Podczas mszy żałobnej przemawiali Jarosław Kaczyński i europoseł Janusz Wojciechowski, którego asystentem był zmarły, i szef łódzkiej Solidarności Waldemar Krenc.

"Dobrze, że prezydent nie wystąpił"

Gość Sygnałów Dnia pochwalił równocześnie brak przemówienia prezydenta. Jak zaznacza, Bronisław Komorowski nie przyjechał do Łodzi, by występować, a na pogrzeb tragicznie zmarłego, który powinien być momentem zadumy nad niepotrzebną śmiercią. Lityński ocenił, że przemówienia polityków w łódzkiej archikatedrze wprowadziły do uroczystości żałobnych element konfliktu.

- Prezydent przyjechał oddać hołd człowiekowi, który zginął, a nie występować - powiedział Lityński. - To powinien być moment zadumy nad niepotrzebną ludzką śmiercią. Na pytanie, dlaczego Bronisław Komorowski nie wyciągnął ręki do Jarosława Kaczyńskiego, przypomniał, że to prezes PiS zapowiedział wcześniej, że prezydentowi ręki nie poda. Dodał równocześnie, że gdyby prezydent rękę podał, zyskałby politycznie, a nie po to tam przyjechał.



Lityński: Mam nadzieję na opamiętanie

Prezydencki doradca uważa, że refleksja dotycząca poziomu agresji w polityce powinna wyjść od Jarosława Kaczyńskiego. Zapewnił, że jeśli taka refleksja się pojawi, spotka się z pozytywnym przyjęciem urzędu prezydenckiego. Bronił też premiera - jego zdaniem, Donald Tusk stara się łagodzić polityczne obyczaje, z kolei Jarosław Kaczyński "wręcz odwrotnie". - W PiSie wygrywa przekonanie o własnej wspaniałości i możliwości obrażania każdego, kto ma inne zdanie. To nie jest najlepszy sposób refleksji - stwierdził Lityński i dodał, że ma nadzieję, że "nastąpi opamiętanie". Zaznaczył, że harcownicy są "po obu stronach".

Polskie partie to przedsiębiorstwa

Jan Lityński stwierdził też, że problemem w polskiej polityce jest zmiana partii sejmowych w "przedsiębiorstwa", w których politycy są pracownikami, wykonującymi polecenia swoich władz. - Partie polityczne przestały być miejscem politycznej debaty - stwierdził Lityński. Prezydencki doradca dodał, że skutkuje to zanikiem debaty i indywidualności. Jak powiedział, proces ten nasilił się od 2001 roku, kiedy powstały nowoczesne partie, kierujące się w swoich działaniach przede wszystkim racjonalizacją wydatków.

"Nic dziwnego, że ludzie nie znają swoich radnych"

Lityński skomentował też sondaże, według których polscy wyborcy słabo orientują się wśród kandydatów w nadchodzących wyborach samorządowych. - Jeśli zamiast informacji na ten temat w mediach toczy się spór "kto kogo", to nic dziwnego, że ludzie nic nie wiedzą - stwierdził Lityński.

DOSTĘP PREMIUM