Kluzik-Rostkowska do Kurskiego: "Nie podałeś żadnej recepty, ja tę receptę mam"

"Jacek Kurski powiedział tyle: Proszę państwa, nie mamy żadnej szansy wygrać wyborów samorządowych" - w taki sposób posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska oceniła w Radiu TOK FM słowa swojego partyjnego kolegi. Powtórzyła, że nie kwestionuje przywództwa Jarosława Kaczyńskiego, ale przeciw Zbigniewowi Ziobrze stanęłaby do walki o szefostwo PiS.
Tematem rozmowy był dzisiejszy wywiad dla tygodnika ''Wprost'', w którym posłanka zapowiedziała ewentualny start w wyborach na funkcję prezesa PiS, jeśli do wyboru stanąłby Zbigniew Ziobro.

Prowadzący audycję Marcin Graczyk mówił, że w PiS pojawiają się głosy, że tym wywiadem Kluzik-Rostkowska "stawia się poza nawiasem". - Mój wywiad dla tygodnika "Wprost" jest niczym więcej, jak tylko odpowiedzią na wywiad Jacka Kurskiego sprzed tygodnia. Kurski powiedział, że PiS ma doklejoną gębę, której musi się pozbyć i zgadzam się z nim zupełnie. Ale powiedział jeszcze dwie rzeczy, które zabrzmiały bardzo niebezpiecznie i defetystycznie. Powiedział, że PiS nie będzie miało szansy wygrać wyborów, chyba że będzie miało swoje mainstreamowe media, swojego Szymona Majewskiego i Kubę Wojewódzkiego albo w Polsce przydarzy się taka katastrofa, że Polacy powiedzą "dość Platformie". Prawo i Sprawiedliwość bez odklejenia gęby nie będzie miało mainstreamowych mediów, nie będzie miało poparcia, bo nie miało go w znacznie lepszych czasach. Rozumiem, że Jacek Kurski nie życzy również Polsce katastrofy. Tym sposobem Kurski powiedział tyle: "proszę państwa, nie mamy żadnej szansy wygrać wyborów samorządowych". Chciałam odpowiedzieć: Jacku, jesteśmy w kampanii samorządowej. 30 tysięcy naszych kandydatów wychodzi do wyborców nie po to, żeby przegrać, ale po to, żeby wygrać. W wywiadzie dla "Wprost" nie podałeś recepty na odklejenie tej gęby. Ja tę receptę mam. Tą receptą jest powrót do poprzedniej retoryki - mówiła Kluzik-Rostkowska.

Posłanka PiS mówiła, że dostaje wiele zaproszeń od lokalnych działaczy. - Dostaję te zaproszenia nie dlatego, że prowadziłam złą kampanię, ale dlatego, że nasi kandydaci uważają, że prowadziłam dobrą i moje poparcie może się przydać. Uważam, że nie wszystko stracone - mówiła. - W tych wielkich emocjach się pogubiliśmy. Powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakim językiem z sobą rozmawiać, jaki rodzaj polityki uprawiać, żeby PiS było skuteczną opozycją, żeby Donald Tusk mógł wreszcie z kimś przegrać. Sposób prowadzenia polityki, jaki zaproponowaliśmy w kampanii prezydenckiej okazał się sposobem bardzo skutecznym - mówiła Kluzik-Rostkowska.

Posłanka dodała, że chciałabym, żeby Jarosław Kaczyński wrócił do polityki jaka była prowadzona w kampanii prezydenckiej. - Dzisiejszy wywiad jest kolejną próbą, którą chciałabym skłonić kierownictwo partii do refleksji. Cel jest taki, żeby mieć poważną szansę zaistnienia w wyborach samorządowych. Ale przed nami wybory parlamentarne. Kampanię prezydencką skończyliśmy dobrym wynikiem. To był moment, który mógł być trampoliną do następnych wyborów - mówiła.

Prowadzący audycję pytał: - Czy skuteczniejsza byłaby pani poza PiS-em? - Mam poczucie, że w PiS było przynajmniej kilka takich momentów, w których udało mi się być bardzo skuteczną. Podejmuję kolejną próbę przekonania moich kolegów, że żeby wygrać, trzeba uprawiać spokojną, merytoryczną politykę.

A co jeśli pani nie przekona?

- Proszę mnie zapytać, jeśli nie przekonam. Póki co walczę. Dziś pytanie, które sobie stawiam brzmi, co zrobić, żeby przekonać moich kolegów, żebyśmy byli bardzo skuteczną i twardą opozycją. Przez parlament przechodzi właśnie budżet. W kilku sprawach powinniśmy głośno krzyknąć "nie", a w ogóle się o budżecie nie dyskutuje. Rząd ma pełny komfort jego przyjęcia w takiej formie, w jakiej sobie wymarzył. Dzieje się tak dlatego, że nie ma debaty na temat budżetu, bo wszyscy jesteśmy pochłonięci emocjami. Ja jestem tym zmęczona.

Błaszczak: Pozycja Kluzik-Rostkowskiej w PiS jest marginalna

Tymczasem pio południu szef klubu PiS stwierdził, że pozycja Joanny Kluzik-Rostkowskiej w tej partii "jest marginalna". Mariusz Błaszczak upomniał szefową kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego, by nie wykorzystywała popularności do publicznego atakowania prezesa PiS, bo to "naganne" i go osłabia. Więcej>>

DOSTĘP PREMIUM