Cimoszewicz: Język Kaczyńskiego to język głupiego kaznodziei

- Mam nadzieję, że Kaczyński będzie ponosił kolejne porażki. Jego język, to język głupiego kaznodziei, a nie mądrego polityka - mówi Włodzimierz Cimoszewicz ?Gazecie Wyborczej?. Porusza też kwestię ustawy o dopalaczach i problemów SLD.
"Dziwoląg polityczny" - mówi Włodzimierz Cimoszewicz o Jarosławie Kaczyńskim, komentując jednocześnie zachowanie prezesa PiS i jego zwolenników przed Pałacem Prezydenckim, kiedy to śpiewali: "Ojczyznę wolną racz na wrócić Panie".

Język głupiego kaznodziei

Zarzuty Jarosława Kaczyńskiego wobec polityków PO, jakoby byli odpowiedzialni za katastrofę smoleńską, to zdaniem Cimoszewicza "przykład organizowania publicznego dyskursu wokół kłamliwych tez i zarzutów najcięższego kalibru, które są formułowane bez poczucia odpowiedzialności".

- Jeśli ktoś nawet byłby pośrednio odpowiedzialny za tę katastrofę, to i tak to by się kwalifikowało do odpowiedzialności karnej. Taka maniera uprawiania polityki jest po prostu karygodna - mówi "Gazecie Wyborczej" Cimoszewicz. Jak twierdzi, ma nadzieję, że prezes PiS będzie "ponosił kolejne porażki" i, że "nie odegra żadnej istotnej roli w polityce".

- Przyklasnąłbym wszelkim próbom cywilizowania gęby PiS-u, jak mówi Joanna Kluzik - Rostkowska, jedna z tych, od których tego ucywilizowania się oczekuje - mówi. Styl uprawiania polityki przez PiS zdaniem Cimoszewicza, jest "bliski polityce autorytarnej". - To polityka podziału, wykluczenia, dyskwalifikacji. Oznacza to, że oto ja i moja grupa jesteśmy większością, a jakiś margines został przypadkowo wybrany i nami rządzi. To język głupiego kaznodziei, a nie mądrego polityka - komentuje.



Opozycja, jak twierdzi były premier, pomaga Platformie Obywateslkiej, a twierdzenie Tuska, że nie ma z kim przegrać wyborów jest "trochę aroganckie, ale prawdziwe". - To pokazuje nadmierna pewność siebie, co może dekoncentrować, bo o poparcie nie trzeba zabiegać - mówi.

Prezydent powinien przesłać ustawę o dopalaczach do TK

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, ustawa o dopalaczach, to "bardzo zły przykład zabiegania o głosy opinii publicznej".

- I nie chodzi tylko o zły przykład tworzenia prawa, ale i rozwiązania tego problemu. Bo to hipokryzja, że problem dopalaczy został rozwiązany. Nie został, zepchnięto jedynie handel tymi substancjami do podziemia, gdzie nie ma żadnej kontroli, czyli dramatyczne skutki zażywania dopalaczy mogą się zwiększyć - twierdzi i dodaje, że prezydent Komorowski za wcześnie zadeklarował, że ustawę podpisze i powinien przesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego. - Jeśli ja podpisze, to niestety, postawi spory znak zapytania nad swoją chęcią wypełnienia podstawowej funkcji prezydenta, który w myśl konstytucji jest jej strażnikiem - dodaje.

Nieprzygotowana lewica

Zdaniem Cimoszewicza w lewicy jest "cała masa marnowanych szans", a jej głównym problemem jest nowe, nieprzygotowane merytorycznie pokolenie.

- Oni nauczyli się technik politykierstwa, jak za kulisami sobie zagwarantować zwycięstwo w wyborach, ale bardzo mało wiedza o państwie, gospodarce, o prawie, o świecie. Dlatego pływają po powierzchni. (...) Nie mają zdolności do poważnej inicjatywy, bo nie maja nic do zaproponowania - podsumowuje.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM