"11 listopada to nie pora, żeby podnosić inne hasła niż o niepodległości Polski"

"Wygwiżdżmy ich z miasta" - tak zatytułował swój komentarz do marszu aktywistów Obozu Narodowo-Radykalnego Seweryn Blumsztajn w "Gazecie Wyborczej". Wezwał też do kontrmarszu. Zwolennicy ONR przejdą ulicami Warszawy 11 listopada. - W moim przekonaniu 11 listopada to nie jest pora na urządzanie niczego, co burzy solidarność Polaków. Ani kontrmarszów przeciwko innym marszom, ani podnoszenia haseł nie odnoszących się do niepodległości Polski - komentował w TOK FM Marek Jurek z Prawicy RP.
"W tym roku zmobilizowali się przeciwko marszowi ONR już nie tylko młodzi anarchiści. W Porozumieniu 11 Listopada zwołanym, by przeszkodzić narodowcom, są najróżniejsze organizacje" - pisze w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" Seweryn Blumsztajn. "'Gazeta' przyłącza się do tej inicjatywy. Proponujemy wszystkim: wygwiżdżmy faszystów!" - wzywa szef "Gazety Stołecznej". W tym roku w marszu Obozu Narodowo-Radykalnego udział mają wziąć m.in. były poseł Artur Zawisza, historyk Jan Żaryn, Janusz Korwin-Mikke i publicysta Jan Pospieszalski.

- Moje stanowisko jest znane. Nie bierzemy udziału w tym przedsięwzięciu - komentował marsz ONR w Poranku Radia TOK FM Marek Jurek, przewodniczący Prawicy RP. - Tam ma być marsz i kontrmarsz, a ONR jest jednym z kilku marszy z tego co wiem. W dzisiejszym komentarzu Seweryna Blumsztajna jest dużo przesady - przekonywał Jurek. I uzasadniał: - Historyczny założyciel ONR Jan Mosdorf skończył życie w Oświęcimiu pomagając współwięźniom. Natomiast rzeczywiście - ten dzisiejszy neo-ONR jest bardzo kontrowersyjny i tu każdy sam podejmuje decyzje. Ale w moim przekonaniu 11 listopada to nie jest pora na urządzanie niczego, co burzy solidarność Polaków. Ani kontrmarszów przeciwko innym marszom, ani podnoszenia haseł, które mogą się odnosić do czegoś innego niż do niepodległości Polski - przekonywał.

- My mamy inną perspektywę - dodał. - "Gazeta Wyborcza" jest zaangażowana jako strona w ten marsz poprzez popieranie kontrmarszu, Prawica RP nie jest zaangażowana w to wydarzenie w ogóle.



- Ale chyba trzeba protestować przeciwko antysemityzmowi? - dopytywała prowadząca Poranek Dominika Wielowieyska. - Antysemityzm to obrzydliwość - odpowiedział Jurek. - Natomiast tego marszu jeszcze nie było. Każdy podejmuje sam decyzję czemu patronować, a czemu nie. Teraz trudno osądzać. W moim przekonaniu skrajnie lewicowym organizacjom też nie należy patronować. Pamiętamy wszystkie skrajne zachowania w Polsce lewicowych ugrupowań ekstremistycznych. Od tych począwszy od lat 90. po ostatnie profanacje krzyża. W moim przekonaniu każdy odpowiedzialny ośrodek opinii publicznej, szczególnie dzisiaj po zbrodni łódzkiej, powinien z dużą rezerwą odnosić się do wszystkich manifestacji, które mogą naruszać godność ludzką, burzyć solidarność Polaków. Niezależnie czy są z intencją manifestowania za czymś lub przeciwko czemuś - dodał przewodniczący Prawicy RP.

- A nie dziwi pana, że w tym marszu będzie brał udział Artur Zawisza, Jan Żaryn, Jan Pospieszalski? - spytała Wielowieyska. - Nie chcę oceniać. To jest ryzyko każdego: czy patronować jakiemuś wydarzeniu, czy nie - podsumował Jurek.

"PiS zamyka się na współpracę"

Drugim wątkiem rozmowy Dominiki Wielowieyskiej była aktualna sytuacja na scenie politycznej. Prowadząca Poranek TOK FM pytała Marka Jurka m.in. o to, co sądzi o możliwości rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości i odejścia z niego Joanny Kluzik-Rostkowskiej.

- Czy gdyby powstała nowa formacja, która oddzieliła się od PiS-u, to czy widziałby pan z nią szanse na współpracę? - spytała Wielowieyska. - PiS się teraz najwyraźniej zamyka. Przez trzy lata działalności Prawicy RP ja miałem nadzieję na współpracę partnerską, mimo naszego realnego, niezadowalającego wyniku - odpowiedział Jurek.

- Ale nasz wynik w wyborach europejskich był wyższy w dwóch województwach od wyniku PiS-u. Mimo tego wyniku, mimo naszego poparcia Jarosława Kaczyńskiego w drugiej turze wyborów, z tamtej strony nie ma żadnej otwartości. PiS zamyka sobie drogę do współpracy z innymi ugrupowaniami i myślę, że robi to świadomie. Mam wrażenie, że ich politykę można streścić w dwóch słowach: tylko my - podkreślił przewodniczący Prawicy RP.

- Jeżeli chodzi o Joanną Kluzik-Rostkowską to mamy zupełnie różne poglądy. Różni nas też podejście do kwestii solidarności - kontynuował były marszałek Sejmu. - Kiedy jeszcze w czasach współpracy z Lechem Kaczyńskim jako prezydentem Warszawy Joanna Kluzik-Rostkowska była atakowana przez ugrupowania skrajne za to, że w imieniu miasta prowadziła akcje opieki i ratowania ludzi zupełnego marginesu, zadzwoniłem wtedy do niej i powiedziała mi, że to jest jedyny sposób ratowania i pomocy tym ludziom. Ludziom, którzy są w sytuacji, moralnie po ludzku, zdrowotnie beznadziejnej. Ja to przyjąłem. Kiedy dwa lub trzy lata później patronowałem sprawie potwierdzenia w konstytucji, że prawo do życia od poczęcia jest prawem człowieka, to z taką solidarnością się nie spotkałem. Na pewno dzielą nas poglądy i postawa polityczna. Jeżeli chodzi o innych kolegów, to uważam, że Paweł Poncyljusz i Elżbieta Jakubiak są ludźmi, którzy dużo wnieśli w minioną kampanię. I spotkali się z dziwnym traktowaniem - mówił Jurek.

- Zwiększy się szansa na współpracę pana z PiS i Jarosławem Kaczyńskim jak część posłów od nich odejdzie? - dopytywała Wielowieyska. - Przede wszystkich chcemy budować własną siłę, ponieważ partia, która chce wpływać na sprawy państwa, musi umieć współpracować z innymi ugrupowaniami - odpowiedział Jurek. - Także trzeba mieć zdolność wzięcia odpowiedzialności za zasady ewentualnej współpracy. Tylko budowanie własnej siły prowadzi do tego, że jest się samodzielnym podmiotem i partnerem - zapewniał przewodniczący Prawicy RP.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM