BOR chroni Kaczyńską. Policja: lepiej nie ogłaszać, kto ma ochronę

BOR chroni Martę Kaczyńską - informuje ?Super Express?. A komendant główny policji poinformował w RMF FM, że policja dokonała zatrzymań w związku z groźbami wobec polityków. Zastrzegł jednak, że autorzy gróźb to osoby przypadkowe, często sfrustrowane i nietrzeźwe.
Według "SE" BOR zaproponował córce Lecha Kaczyńskiego ochronę po analizie informacji zawartych w laptopie zamachowca Ryszarda C., który w łódzkim biurze PiS zabił jedną osobę, a drugą ranił. Zamachowiec odwiedzał miejsca, które mogły być kojarzone z Martą Kaczyńską - powiedział "SE" oficer BOR. A komendant główny policji Andrzej Matejuk dodał w programie "Kontrwywiad" w radiu RMF FM, że policja zna przypadki zgłaszania gróźb karalnych, kierowanych pod adresem różnych osób.

Wulgarne groźby, nieszkodliwi autorzy

- Takie przypadki były ostatnio np. w Łodzi i we Wrocławiu - mówił Matejuk. Jednak według niego groźby były wygłaszane przez osoby, które nie stwarzały bezpośredniego zagrożenia. Przyznał jednak, że "były kierowane pod adresem konkretnych polityków, często były wulgarne". Dodał, że jeżeli policja otrzyma doniesienie, to takie osoby natychmiast zatrzymuje. - I tak było teraz - dodał Matejuk - wskazane osoby zostały zatrzymane, zagrożenia nie potwierdzono.

Zatrzymani poniosą jednak konsekwencje - nieważne, czy byli pijani, czy nie. - Groźby karalne to przestępstwo z kodeksu karnego, i będą odpowiadać i za groźby, i za koszty działania policji. Tak, jak ci, którzy prowokują fałszywe alarmy bombowe - podkreślił komendant. Zaznaczył, że policja przegląda też internet i zwraca uwagę na przypadki grożenia politykom. - Są zespoły do zwalczania cyberprzestępczości, to są wybitni specjaliści - stwierdził Matejuk.

Lepiej nie ogłaszać, kto dostał ochronę

Według szefa policji wzmożone środki bezpieczeństwa i przyznanie niektórym politykom ochrony po krwawym ataku na biuro PiS w Łodzi to działania słuszne. Zayptany, czy takie działania nie dowartościowują autorów gróźb, odparł że o ile nagłaśnianie takich spraw jak Łódź przez media to nic dziwnego, o tyle informacje o tym, który polityk dostał ochronę, nie powinny przedostawać się do wiadomości publicznej.

- Takie nagłaśniane - słusznie - przypadki, jak zabójstwo w Łodzi, powodują wzmożone zachowanie osób zdesperowanych, (...) które często chcą być w centrum zainteresowania. A jak na przykład - na podstawie swego rodzaju "dżentelmeńskiej umowy" - przestaliśmy zgłaszać dziennikarzom fałszywe alarmy bombowe i zmniejszyła się ilość informacji o nich w prasie, to liczba samych alarmów spadła - powiedział szef policji.

- Trudno powiedzieć, czy popadamy w psychozę, na pewno były podstawy, by takiej ochrony udzielić - mówił Matejuk. Na pytanie, czy politycy powinni się czuć zagrożeni, odparł, że każdy przypadek jest indywidualny. Powtórzenie się historii z Łodzi uznał za "przypadek mało prawdopodobny", ale go nie wykluczył.

Zabójca z Łodzi był "bezbarwny"

- Śledztwo odpowie na to, dlaczego Ryszard C wybrał na miejsce zamachu Łódź - oświadczył komendant Matejuk. - Sam Ryszard C. prowadził życie spokojne i bezbarwne. Wcześniej często przebywał w Łodzi, dobrze znał to miasto, to mogło być powodem wyboru właśnie Łodzi na miejsce zamachu - dodał komendant policji. Zastrzegł jednak, że "nie może powiedzieć wiele na temat sprawy łódzkiej i Ryszarda C", dopóki trwa śledztwo.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM